Przystępując do pomocy2002 w moich najśmielszych marzeniach nie spodziewałem się tego wszystkiego dobrego, co tam otrzymałem. — Jan

Czytelnia

Dominik

Ciągle zaczynaj od nowa

     Czytając list Kati, zadziwił mnie sam tytuł. Muszę przyznać, że przy czytaniu zakręciło mi się w głowie. Żal, gniew, współczucie, no i łzy. Wszystko to jednocześnie. Mimo to, czytałem. W momencie, gdy byłem prawie pewien, że historia, bardzo przykra zresztą, zakończy się happy endem, nastąpiło rozczarowanie. Autorka listu pisze o upadku i poddaniu się. Czuję się zobowiązany powiedzieć kilka słów osobom, które także straciły nadzieję.

Mój grzech rozpoczął się w siódmej klasie podstawowej. Dziś mam 22 lata i ciągle ten sam problem – samogwałt. Sam nie wiem dokładnie od czego się zaczęło. Na początku sporadycznie. Później „przypadkiem” wpadły mi w ręce gazety i obrazy pornograficzne. Karmiłem się tym wszystkim. Najgorsze jest to, że ja od początku miałem świadomość, że robię źle. Próbowałem jedynie kalkulować, czy jest to grzech ciężki, czy lekki. W „Bravo” pisali, że to normalne, więc jeżeli to nawet grzech, to jedynie lekki. I tak się usprawiedliwiałem. Przyjmowałem Komunię św. świętokradzko. Na spowiedzi czasem w ogóle pomijałem tę kwestię. Spowiadałem się rzadko i u księży, którzy mnie nie znali. Tak było wygodniej i łatwiej. Ten okres nie trwał na szczęście długo. Uświadomiłem sobie, że popełniam grzech ciężki. Trwało to dobrych kilka lat. Od spowiedzi do spowiedzi. Czasem moja „świętość”, jak to określiła Kati, trwała tydzień, albo i krócej. Nadal spowiadałem się rzadko. Czasem też przyjmowałem Komunię w stanie grzechu ciężkiego. I tego obawiałem się bardziej niż nieczystości. Czułem wielką wewnętrzną potrzebę przyjmowania Pana Jezusa. Moje spowiedzi stawały się z czasem coraz częstsze i bardziej szczere. Zacząłem się otwierać przed spowiednikami. Niestety, do tej pory nie mam tzw. stałego spowiednika, chociaż wiem, że powinienem.

Jakieś trzy lata temu rozpoczęły się moje kłopoty zdrowotne wynikające z onanizowania się. W tym momencie chciałbym wszystkich przestrzec, że ten grzech niszczy nie tylko duszę, ale i ciało. To jest także bardzo ważna kwestia.

Chciałbym powiedzieć kilka słów o nadziei, ponieważ w momencie, gdy uświadomimy sobie, że jest z nami źle i gdy naprawdę chcemy wrócić do Boga, jest ona bardzo ważna. Musimy mieć ciągłą nadzieję, że zdołamy się z tego uwolnić. Bardzo ważna jest tu także głęboka wiara w Boga, w to, że On nam zawsze wybaczy, gdy tylko będziemy żałowali. A dlaczego? BO NAS KOCHA. Wydaje się nam, że to Bóg nas opuszcza, a to jest nieprawda. To my się oddalamy od Niego gdy upadamy, gdy przestajemy się modlić, gdy wątpimy. On ciągle czeka w konfesjonale, wyciąga rękę, więc nie unikajmy Go. Nie zniechęcajmy się. Nasza „świętość” raz będzie trwała dwa tygodnie, następnym razem trzy, ale będzie. Zaraz po upadku trzeba iść i prosić o miłosierdzie. Musimy mieć niezachwianą nadzieję, że się w końcu uwolnimy z tego grzechu, mocną wiarę, że Bóg nam przebaczy i gorącą miłość, która będzie przynajmniej częściowym wynagrodzeniem za popełnione zło.

Podczas jednej z moich ostatnich spowiedzi, klęcząc już przy konfesjonale, kiedy kapłan mówił do mnie, zacząłem wątpić. Pomyślałem sobie: „Boże, przecież to wszystko nie ma sensu. Co ja tu robię, który to już raz. Przecież za jakiś czas znów przyjdę z tym samym problemem”. I w tym momencie kapłan powiedział do mnie: „Zapomnij o tym, co było. To już jest nieważne. Ufaj i wierz, że spowiadasz się z tego ostatni raz”. Ja jestem przekonany, że były to słowa samego Jezusa. To był swego rodzaju znak i zarazem wielka otucha.

Kochani przyjaciele, miejcie zawsze nadzieję i wierzcie, że to jest ostatni raz. Zawsze się módlcie, nawet wtedy, gdy będziecie uważać, że nie ma sensu i nie będzie się Wam chciało. Te modlitwy są szczególnie miłe Bogu. Osobiście polecam modlitwę brewiarzową. Uczy dyscypliny i obowiązkowości. Uczestniczcie często w Eucharystii, przyjmując Pana Jezusa do serca. Angażujcie się w życie parafii. To odgrywa bardzo dużą rolę w drodze do ciągłego powstawania. Miejcie wokół siebie ludzi, którzy myślą podobnie jak Wy i którzy swoją postawą dają świadectwo o Chrystusie. Takich przyjaciół Wam życzę.

Kati, nikt z nas nie kocha zła, ponieważ nie do tego zostaliśmy stworzeni. Musimy poznać i uwierzyć miłości, jaką Bóg ma ku nam. Bóg jest miłością: kto trwa w miłości, trwa w Bogu, a Bóg trwa w nim (por. 1 J 4,16). Szczęście pełne i trwałe może nam dać jedynie Bóg, Stwórca wszelkiego dobra. Kati, ciągle zaczynaj od nowa, nie ustawaj. I my wszyscy nie ustawajmy. Łączę się z Wami w modlitwie i również o nią proszę.

Dominik