Dziś mogę powiedzieć, że jestem naprawdę szczęśliwym człowiekiem — Ryszard

Czytelnia

Małgorzata- odpowiedz na list Kati

Kati, idź na całość w dobru!

     Twoje ostatnie słowa nie są niczym nowym. Każdy nawrócony, każdy uzdrowiony, ośmielę się powiedzieć, każdy święty, ma identyczne doświadczenia wewnętrzne. Bóg nas uzdrowił, zostaliśmy „poderwani do Nieba”, jest nam fajnie, cudownie, a potem znowu postawieni na ziemi, i jak malutkie dziecko -jeden krok i… bęc, znów leżymy. Powstaje pytanie, czy to znaczy, że Bóg nas odrzuca, przestał kochać ? Nic podobnego.

Posłuchaj, ja też „trochę” nagrzeszyłam w życiu; miałam doświadczenia z masturbacją. W wieku 16 lat, gdy poszłam do spowiedzi, myślałam, że ze wstydu się spalę. Długo płakałam, postanowiłam, że więcej tego nie zrobię (bo nie wytrzymam więcej takiego wstydu i stresu przy spowiedzi). Oczywiście prosiłam Jezusa o pomoc i otrzymywałam ją – zawsze. Byłam przekonana, że ten problem już dla mnie nie istnieje. Minęło dziesięć lat i niestety sprawa wróciła ze zdwojoną siłą. Nie muszę Ci opisywać odczuć wstrętu i obrzydzenia do samej siebie, po tym co robiłam. I właśnie w takim momencie, znów przyszedł do mnie Jezus. Czułam Go tak wyraźnie; siedzi obok mnie na krześle, pochylony, ma ręce oparte o kolana, patrzy na mnie… Ale jak patrzy ?! To była Miłość! Miłość pisana przez duże M. Nigdy tego nie zapomnę; to nie była litość, czy nawet miłosierdzie. Nie. To był Przyjaciel, przyjmował mnie taką, jaką jestem (bagno!), ubolewał nad tym, co się stało; ubolewał wraz ze mną – nie mówię nade mną, ale ze mną… Rozumiał i… kochał… Nie chciałam grzeszyć, ale czy myślisz, że nie upadałam więcej?

Od tego czasu pojęłam jedno: nie tyle grzech się liczy (wynik mojej słabości), co chęć powstania z niego. Ile razy myślałam, że nie ma dla mnie innego miejsca, jak piekło! Ale kiedy On uzdrawia, to jest tak, jak przy poważnej operacji – przychodzi czas rekonwalescencji, a ta w wielu wypadkach jest najtrudniejsza – wraz z osłabieniem organizmu może się wiele rzeczy ujawnić i przyplątać… Czy poddałam się słabości (bo taka już jestem, nie potrafię się zmienić)? Nie. Bo nie chcę się poddać! Zastanawiałam się podobnie jak Ty, dlaczego Jezus tak ze mną postępuje, bawi się mną? Nie, na pewno nie. Zrozumiałam, że próbuje udowodnić mi, że nie mogę być niczego pewna – a siebie najmniej. Zrozumiałam, że moje słodkie poczucie pewności, swoistego bezpieczeństwa, było w ostateczności wielką pychą. Nie była to ufność, że Bóg mi pomoże, lecz pewność siebie: sama nad tym panuję i dam sobie radę. Nieraz trzeba, aby Pan postawił nas na ziemi i powiedział: „skoro tak bardzo chcesz sam iść, to idź”… Ciekawe jest to, że kiedy jest nam źle, zawsze oskarżamy Boga, a kiedy jest dobrze – zapominamy o Nim… Pytasz, dlaczego urodziłaś się w takiej rodzinie (patologicznej)? Z pewnością nie odpowiem Ci na to pytanie. Ale idąc tokiem Twoich myśli, zadam Ci inne: skoro Bóg wiedział, że będziesz taka zła, taka butna, taka okropna, wciąż będziesz Go odrzucać, obrażać, dlaczego Cię stworzył? Po co? Czyżby błąd w sztuce? Przecież On nigdy się nie myli! Nikt z ludzi – mieszkańców „cudownej” planety o nazwie Ziemia -nie jest do końca zły, ani absolutnie dobry. Nikt. Wszyscy „jedziemy na tym samym wózku”. Niedawno przeczytałam takie zdanie: „Bóg stworzył człowieka z miłości, dla miłości go stworzył, stworzył go dla niego samego”. Każde życie ma sens. Twoje też. Poza tym, czy się z tym zgadzasz, czy nie, On Cię kocha; na pewno masz jakieś zadanie, misję do spełnienia…. Może to właśnie Ty masz ratować Twoją chorą rodzinę… Jak? Nie wiem, zapytaj Go sama… Mówisz, że chcesz grzeszyć, kochasz zło. To nieprawda. Kurtyna przed Twoimi oczami została odsłonięta. Poznałaś smak zła. Poznałaś jego niesmak. Ale poznałaś też Miłość, nie możesz temu zaprzeczyć… Jesteś bardzo inteligentna. Szatan doskonale zdaje sobie sprawę, jaką zdobycz traci. Szarpie Ciebie (bo mu się wymykasz, uznał Cię za swoją własność, a tu szok). Myślisz, że jesteś wolna? Nie oszukuj się. Doskonale wiesz, że to bzdura. Przecież wiadomym jest, że nie ma próżni. Nie istnieje niebyt. Wszystko jest zawsze czymś wypełnione, z czegoś się składa. My możemy nie widzieć, nie wiedzieć… Szatan chce Cię zniszczyć – pokrzyżowałaś mu plany. Walcz! Walcz razem z Jezusem! On jest w Tobie! Zostałaś uzdrowiona, zostałaś przebudzona, zostałaś uświadomiona. Nie możesz powiedzieć: nie wiem, nie wiedziałam. Sumienie będzie w Tobie krzyczeć, a szatan będzie nad Tobą pracował, aby doprowadzić Cię do rozpaczy – efekt Judasza.

Widzisz, po dziesięciu latach można wrócić do początku zła (mówię o sobie) i z góry, na którą się weszło, sromotnie zlecieć… I wiesz, co mi to jeszcze uprzytomniło? Że Bóg ze mnie nie rezygnuje, wciąż walczy (o mnie) i naprawdę kocha. Jest rozbrajający w cierpliwości i przebaczaniu… Byłam w górach, „waliły” pioruny, aż – mówiąc po ludzku – podskakiwałam ze strachu, a jednak gdzieś wewnątrz miałam pewność, że On mnie kocha i nic mi się nie stanie (chyba, że taka byłaby Jego wola, co z pewnością miałoby sens – niekoniecznie dla mnie znany).

Nie rezygnuj Kati! Spójrz na Magdalenę, tak jak „szła na całość” w złu, potem „poszła na całość” w dobru. I Ty „idź na całość” do Jezusa! Nie uda się?

Tobie samej – nie. Ale Jemu – tak. On nie przegrywa bitew. On już wygrał. Uwierz w to. Jestem z Tobą! Zresztą nie tylko ja; przede wszystkim: Maryja i Twój Anioł Stróż – czy wiesz, że Go masz? To kolejny dowód, jak bardzo Bóg się o nas – o Ciebie – troszczy… A Maryja? Jest fantastyczna, mówię Ci – zapoznaj się z Nią.

Małgorzata