Nauczyłem się mówić ?kocham Cię? do drugiego człowieka, a jeszcze nie dawno nie wiedziałem, co to znaczy kochać. — Karol

Czytelnia

Alan Medinger ” Toczcie dobrą walkę, niezależnie od wszystkiego”

Alan Medinger

 

Toczcie dobrą walkę,  niezależnie od wszystkiego

 

Bitwa o pokonanie homoseksualizmu dla wielu mężczyzn i kobiet jest długa i trudna. Pokusy, aby się poddać lub pójść na kompromis, mogą być wielkie. Natomiast racje przemawiające za dalszą walką są znacznie poważniejsza niż powody, da których należałoby zrezygnować czy poddać się. Artykuł ten pochodzi z biuletynu ?Regeneration News” z kwietnia 1992 r.

 

?Przez lata próbowałem się zmienić. Uczestniczyłem w waszych programach, chodziłem do psychologów. Próbowałem wszystkiego i nic się nie zmieniło. Prawda wygląda tak, że kiedy próbowałem się powstrzymywać i upadałem, popadłem w depresję i jeszcze bardziej niekontrolowane zachowania. To jest straszne. Czy może być coś gorszego? Tak, jestem chrześcijaninem. Tak, chcę być posłuszny Bogu, ale w moim przypadku to jest po prostu niemożliwe. Bóg zna moje słabości, rozumie mnie i przebacza mi. Postanowiłem znaleźć mężczyznę, z którym nawiążę prawdziwie wierny związek. Wiem, że nie jest to Boży ideał, ale w moim rozumieniu taki schemat jest mu najbliższy. On to zrozumie. Służymy miłosiernemu Bogu, który zna nasze słabości”.

Wielokrotnie słyszeliśmy takie słowa; chrześcijanin porzuca walkę z homoseksualizmem i stara się iść w życiu drogą, którą uważa za najbardziej zbliżoną do Bożych wymagań – wybiera trwały, oparty na wierności związek homoseksualny. Nie mówimy tu o osobach, które uznają za zupełnie właściwe życie homoseksualne, lecz raczej o tych, które przyznają rację Bogu w tym, że zachowania homoseksualne są grzechem, lecz utrzymują, że nie potrafią z nich zrezygnować, a jako chrześcijanie chcą dokonać najlepszego w swoim mniemaniu wyboru w tej sytuacji, chociaż każda alternatywa daleka jest od ideału.

Podejście to zyskało w ostatnich latach znaczące poparcie teologiczne. Katolicki teolog ks. Charles E. Curran, który wykładał na Uniwersytecie Katolickim w Waszyngtonie, dopóki Watykan nie odebrał mu prawa do nauczania, był przekonany, że Kościół powinien podążać tą drogą. Wiele razy słyszałem i czytałem to samo stanowisko wypowiadane przez głównych hierarchów Kościoła protestanckiego. Wydaje się to takie rozsądne. Wszyscy jesteśmy grzesznikami, a przez wzgląd na naszą naturę może jest to najlepsze życie, jakie niektórzy ludzie w tej sytuacji mogą prowadzić. Życie w wiernym związku może powstrzymać przed popełnianiem gorszych grzechów. Służymy kochającemu Bogu. Czy On pragnie, aby nasze życie pozbawione było wszelkiej nadziei na doświadczenie miłości w wymiarze intymnym, aby było naznaczone niekończącą się frustracją? Fakt, że jedna osoba się zmieniła, nie oznacza, że każdy może. Wiemy, że gdy chodzi o uzdrowienie fizyczne, czasem Bóg uzdrawia, a czasem nie. Dlaczego miałoby być inaczej z homoseksualizmem? To, że uzdrowił ciebie, nie oznacza, że uzdrowi mnie. Muszę przyznać, że gdy obserwowałem zmagania mężczyzn i kobiet starających się pokonać homoseksualizm oraz czasem niezwykle długi czas trwania tych zmagań, jakaś część mnie domagała się, żebym powiedział: ?No dobrze, znajdź sobie po prostu kogoś, z kim będziesz żyć w stałym związku i staraj się żyć jak najlepiej”. Patrząc z pewnej perspektywy, wydaje się, że jest to podejście wynikające z miłości.

Wiem jednak, jako chrześcijanin i osoba znająca naturę homoseksualizmu w oparciu o lata osobistych doświadczeń oraz pracy w stowarzyszeniu, że byłaby to okrutna rada. Określając to mianem ?kompromisu”, popatrzmy na praktyczne i duchowe konsekwencje takiej decyzji albo nakłonienia kogoś do podjęcia takiej decyzji.

Po pierwsze, w takim kompromisie tkwi poważne duchowe zagrożenie. W decyzję tę wpisane jest założenie, że jestem na tyle dobry, na ile potrafię. Stwierdzenie, że jestem taki dobry, na ile mnie stać, jest sądem, którego nikt z nas nie może sformułować. Dlatego właśnie uważam, że Jezus wezwał nas, abyśmy byli doskonali, jak doskonały jest Ojciec nasz niebieski (Mt 5,48), chociaż znał naszą grzeszną naturę, co oznacza, że nikt z nas nie może osiągnąć doskonałości w tym życiu. Ustalanie dla siebie norm odmiennych od ustanowionych przez Boga świadczy o wielkiej arogancji. Stają się one naszym prywatnym bogiem. Jest inaczej – mamy dążyć do doskonałości i do tego, aby wspierać się Jego cudowną łaską w chwilach słabości. Taki kompromis jest zorientowany bardziej na cel niż na środki. Tym, co odróżnia chrześcijan od większości świata, jest to, że koncentrują się oni na przeżywaniu życia w posłuszeństwie wobec Pana, a nie na ostatecznych wynikach; one zależą od Boga. To, czy zostaniemy uzdrowieni, to, czy mamy spełniać się emocjonalnie i seksualnie – są to ?cele”, które należy pozostawić Bogu. Dzisiaj jestem wezwany do tego, aby przeżyć jeden dzień na raz, jak mówi mi mój kochający Bóg. Następnie popatrzmy na ten problem z perspektywy serca; jest ono naprawdę zdradliwsze niż wszystko inne i niepoprawne (Jr 17,9). Jeśli powiemy, że taki kompromis jest alternatywą dopuszczalną dla chrześcijanina, jak szybko człowiek się podda i pójdzie na kompromis? Po sześciu miesiącach programu NOWE DROGI? Po pięciu tygodniach czy pięciu latach intensywnej walki? Znając moje własne zdradliwe serce, mogę was zapewnić, że poszedłbym na ten kompromis raczej wcześniej niż później. Na czym więc polega różnica pomiędzy rozsądnym kompromisem a samousprawiedliwiajacym się grzechem?

Z praktycznego punktu widzenia, ile osób, które mogłyby doświadczyć wspaniałego uzdrowienia i udanego życia heteroseksualnego, nigdy by tego nie doświadczyło, gdyby poszły drogą kompromisu, kiedy inna droga okazała się zbyt trudna? W istocie, właśnie wtedy, kiedy walka jest najbardziej zaciekła, a przyszłość widzimy w najczarniejszych barwach, należy wypowiadać słowa najgłębszego oddania: ?Boże, nieważne, co będzie – Twoja, nie moja woła niech się stanie” i wtedy wreszcie otworzą się drzwi do autentycznej przemiany. Nasze kompromisy mogą mieć poważne następstwa w wymiarze społecznym. Zostaliśmy stworzeni jako istoty społeczne i musimy brać pod uwagę wpływ naszych decyzji na innych ludzi. ?Osobiście jestem przeciwny aborcji, ale nie będę występować przeciwko prawie kobiet do aborcji”, i w rezultacie w USA mamy półtora miliona aborcji rocznie. ?Rozwód nigdy nie jest dobrym rozwiązaniem, ale czasami lepiej postąpić w ten sposób”, i obserwujemy, jak połowa amerykańskich małżeństw rozpada się, pozbawiając miliony dzieci jednego z rodziców i jakże często skazując je na życie w ubóstwie.

Historia uczy nas, że kompromis w kwestiach moralnych, nawet jeśli u jego źródeł znajduje się współczucie i rozum – być może najczęściej wtedy, kiedy jest motywowany naszym pojmowaniem współczucia i rozumu – może mieć straszliwe konsekwencje. Stwierdzić, że wprawdzie homoseksualizm nie mieści się w Bożym planie, lecz jest jedynym rozsądnym i podyktowanym współczuciem rozwiązaniem dla niektórych osób, to uznać, że czystość albo oparte na wierności heteroseksualne małżeństwo nie są jedynymi dostępnymi dla nas możliwościami. Takie podejście oparte na kompromisie mogłoby doprowadzić wielu młodych ludzi do zaakceptowania życia homoseksualnego, mimo że z powodzeniem mogliby mu się oprzeć. Udzielanie rad, które mogłyby wprowadzić nasze zasady w miejsce Bożych w imię współczucia, jest podobne do stwierdzenia, że Bóg nie jest współczujący, że Jego wymagania są arbitralne. Historia powinna pokazywać nam, że Boże wymagania zawsze są niezmienne i zawsze spójne z Jego miłością do nas. Bóg mówi ?nie”, ponieważ nas kocha. Bóg powiedział ?nie” zachowaniom homoseksualnym, ponieważ nas kocha. Widzimy, że alternatywą dla Bożej drogi nie jest wolność i samorealizacja, lecz nędza, choroba i śmierć.

Wreszcie, jest prosta przyczyna, dla której przedstawiany tu kompromis po prostu nie działa w ogromnej większości przypadków. Większość gejów naprawdę szuka stałego, opartego na wierności związku. Wiemy jednak z doświadczenia i licznych statystyk, że takie związki są niezwykłą rzadkością. Tego kompromisu po prostu nie można usprawiedliwić w oparciu o wymiar duchowy, moralny czy praktyczny. Jezus powiedział: Jeśli Mnie kto miłuje, będzie zachowywał moją naukę (J 14,23). W żadnym miejscu nie powiedział, abyśmy po prostu starali się postępować najlepiej, jak potrafimy i szli na kompromis z grzechem. Dla chrześcijanina to przepełnione miłością posłuszeństwo wobec Boga, a nie osobista satysfakcja, jest naszym powołaniem. Kościół jest wezwany do tego, aby opowiadać się za Słowem Bożym. Na wiele różnych sposobów jest wezwany do wypełniania roli rodzica, zastępując Boga, który jest jednocześnie wychowawcą i prawodawcą. Kiedy kościół zatraci poczucie równowagi w rolach mężczyzn i kobiet, jakie mają oni do wypełnienia, zwróci się w stronę kompromisu lub legalizmu. Żyjemy w czasach, w których największym niebezpieczeństwem wydaje się kompromis.

Kościół jest wezwany do miłowania grzesznika i do tego, aby być narzędziem łaski dla tych, którzy upadają; nigdy nie jest wezwany do pójścia na kompromis z grzechem.

Obrana przez nas droga jest trudna – to wąska ścieżka, którą niewielu będzie podążać. Ale ta droga prowadzi ku życiu. Jeśli chodzi o mnie, wolałbym toczyć dobrą walkę i upadać, niż pójść na kompromis. Ponieważ, kiedy upadam, wiem, że mam po swojej stronie obrońcę. A jeśli idę na kompromis, to kto wie, w jakim miejscu się znajduję?

 

Alan Medinger

 

 

Artykuł ten pochodzi z biuletynu ? Regeneration News” z kwietnia 1992 r. i został opublikowany za zgodą Autora.