?Jestem świadomy tego, że muszę jeszcze na siebie uważać, aby nie upaść, ale jestem zupełnie innym człowiekiem, człowiekiem szczęśliwym i zadowolonym z życia?
Przekonałem się na własnej skórze, że naprawdę warto!
— Darek

Czytelnia

Czy homoseksualizm można wyleczyć?

Czy homoseksualizm można wyleczyć?

 

Czy homoseksualizm można wyleczyć? Niektórych oburza, że mówi się o „leczeniu” zjawiska, które nie jest chorobą. Tymczasem są psychoterapeuci, którzy skutecznie wyprowadzą ludzi z homoseksualizmu.

 

Współczesna kultura nie ułatwia obiektywnego spojrzenia na homoseksualizm. Stał się on zagadnieniem politycznym. Światowa Organizacja Zdrowia w 1992 roku usunęła homoseksualizm z listy zaburzeń psychicznych, lecz nie zniknęla grupa osób, dla których orientacja nieheteroseksualna jest źródłem cierpienia. Jednak psychoterapeuci związani z nurtem tzw. psychologii humanistycznej utrzymują, że wynika ono z powszechnej „homofobii”. Prowadzą więc terapię afirmatywną, której celem jest doprowadzenie tych, którzy odczuwają wstyd przed publicznym ujawnieniem swojej orientacji, do pogodzenia się ze swoim homoseksualizmem.

 

- Wiele psychologicznych środowisk amerykańskich wywiera presję na społeczeństwo, chcąc zakazać leczenia osób nie-heteroseksualnych inaczej, niż tylko za pomocą takiej terapii – mówi jezuita o. Artur Filipowicz, teolog moralista. – Homoseksualizm nie jest zjawiskiem jednorodnym. Część mężczyzn nie godzi się na tożsamość gejowską – wyjaśnia dr Elżbieta Galińska, psychoterapeutka z Instytutu Psychiatrii i Neurologii. – Taki rodzaj homoseksualizmu jest uznany w Międzynarodowej Klasyfikacji Chorób za zaburzenie. Powinno się go leczyć. W wielu wypadkach homoseksualizm wynika z zatrzymania się na pewnym etapie rozwoju. – Są w rozwoju człowieka okresy fascynacji tą samą płcią. Później jednak, w prawidłowym rozwoju, stopniowo się z tego wychodzi. Chłopcy, którzy jako dzieci mieli kontakty homoseksualne, jako już dorośli żenili się i zakładali rodziny – mówi dr Galińska. Jeśli jednak młody człowiek regularnie doświadcza relacji homoseksualnych, pojawia się tzw. inprinting neuro -biologiczny, czyli zachowanie uwarunkowane.

 

- Patrząc na pacjentów naszej kliniki, wyraźnie można zauważyć, że homoseksualizm jest próbą zrekompensowania braku bliskości z ojcem. Skoro nie mogę być zaakceptowany, przytulony przez ojca, zaczynam szukać go w innych mężczyznach. Często młodszy mężczyzna wiąże się ze starszym – wyjaśnia dr Galińska. – Leczenie polega wtedy na odbudowie prawidłowego kontaktu, przede wszystkim z ojcem, a następnie na zmianie relacji z mężczyznami na przyjacielską i równorzędną.

 

Ukazała się właśnie pierwsza w Polsce publikacja naukowa na temat leczenia homoseksualizmu „Wstyd i utrata przywiązania. Praktyczne zastosowanie terapii reparatywnej”. Jej autor, dr Joseph Nicolosi, dyrektor Kliniki św. Tomasza z Akwinu w Encino w Kalifornii od 25 lat skutecznie prowadzi terapię ukierunkowaną na zmianę tożsamości płciowej. Diagnozuje wstyd związany z homoseksualizmem jako skutek traumatycznych wydarzeń z dzieciństwa, utraty więzi z rodzicami i braku poczucia bezpieczeństwa. Proponuje psychoterapię nazywaną terapią reparacyjną.

 

GENY CZY WYCHOWANIE?

 

Dr Nicolosi udowadnia, że relacje, jakie zachodzą między ludźmi, wywołują zmiany w mózgu. Niweczy to teorię, która głosi, że homoseksualizmu nie da się zmodyfikować. Okazuje się, że gdy dotrzemy do śladów traumatycznych przeżyć w pamięci, możemy usuwać i modyfikować schematy patogennych zachowań emocjonalnych – twierdzi psychiatra.

 

Proces uczenia się uruchomiony podczas psychoterapii modyfikuje skutecznie patologiczne mechanizmy. Jeśli wtedy pacjent zaprzestaje praktyk homoseksualnych, oducza się ich. Jeżeli jednak nadal będzie się oddawał zachowaniom homoseksualnym, trudniej będzie mu się ich oduczyć.

 

„Dziś dysponujemy dowodami, że u niektórych osób, zwłaszcza u chłopców, mogą występować biologiczne predyspozycje do deficytu płciowości i w konsekwencji do homoseksualizmu. Ale biologia jest tylko jednym z czynników, które kształtują tożsamość płciową i orientację seksualną. Silny wpływ na homoseksualizm ma także sytuacja rodzinna, zwłaszcza w przypadku mężczyzn homoseksualnych. Są dowody na to, że destrukcyjny wpływ na rozwój płciowy ma nieobecność ojca w domu oraz rozbita rodzina” – pisze dr Nicolosi w swojej książce.

 

Nie ma wątpliwości, że na kształtowanie sfery seksualnej oddziałują czynniki, które są poza naszą kontrolą – geny i prenatalny wpływ hormonów. Tworzą one predyspozycje do hetero- lub homoseksualności. Jednak na tym, co biologiczne, nabudowuje się wierzchnia warstwa: środowisko i doświadczenia życiowe. Wreszcie wpływa na to wolna wola i wybór. „W kształtowaniu tożsamości płciowej i ostatecznej orientacji seksualnej czynniki biologiczne i społeczne współdziałają ze sobą” – podkreśla dr Nicolosi.

 

     WSZYSTKO W RODZINIE

 

Badając zachowania homoseksualne, rozróżnił on dwie grupy. Większa, obejmująca około 80 proc. całej populacji homoseksualistów, to osoby, u których ich skłonność rozwinęła się, zanim osiągnęły pełną identyfikację płciową. Pozostałe 20 proc. to grupa, w której homoseksualizm ukształtował się dopiero po identyfikacji płciowej. Są to osoby, u których pociąg do tej samej płci zrodził się w wyniku traumatycznych wydarzeń, molestowania seksualnego czy odrzucenia przez starszego brata lub rówieśników. Dr Nicolosi koncentruje się na pierwszej grupie. Jego zdaniem tego rodzaju homoseksualizm najczęściej pojawia się w tzw. rodzinie triadyczno-narcystycznej, gdzie rodzice w nierówny sposób dostarczają dziecku bodźców do rozwoju i nie tworzą z nim równie silnych więzi. Matka jest dominująca. Nadmiernie stymuluje dziecko. To przekracza możliwości jego percepcji. Ojciec wycofuje się z relacji, nie tylko z żoną, ale także z synem. Staje się bierny, uległy. Przestaje być wzorem dla syna. Wtedy matka zagarnia syna wyłącznie dla siebie, uzależnia go od siebie. Taka nadmierna bliskość przyczynia się do ukształtowania „grzecznego chłopczyka”, jakby „bezpłciowego”. Dr Nicolosi używa nawet sformułowania „meduza”. Ponieważ ani matka, ani ojciec nie dostarczają dziecku ciepła i poczucia bezpieczeństwa, traci ono możliwość zbudowania prawdziwej, bliskiej więzi. Czuje się odrzucone i nie może znaleźć dla siebie miejsca. Dlatego zaczyna odczuwać wstyd.

 

Innym typem rodziny sprzyjającej rozwojowi homoseksualizmu jest rodzina narcystyczna, skupiona na swoim idealnym wizerunku. Zaspokaja tę potrzebę kosztem dziecka. Syn próbuje znaleźć się w centrum zainteresowania, by uzupełnić deficyt bliskości z rodzicami. Staje się zapatrzony w siebie, narcystyczny. Jeśli osoba, którą do homoseksualizmu popycha taki bagaż doświadczeń, nie poddaje się terapii, trafia do czegoś w rodzaju „szarej strefy emocjonalnej” i trwa w zawieszeniu.

 

     HOMOSEKSUALNA ADRENALINA

 

Dr Nicolosi rozpoczyna terapię od przeanalizowania relacji z matką. Okazuje się, że jeśli dziecko przeżyje silny lęk separacyjny, pozostają w nim głęboko ukryte jego emocjonalne konsekwencje. Następnie psychiatra analizuje relacje i komunikację w rodzinie. Jeśli nie ma wzajemnego dialogu, a rodzice wysyłają dziecku sprzeczne komunikaty, np. ich słowa mówią co innego, a co innego ton głosu czy mimika, dziecko zaczyna wątpić w to, co słyszy i myśli. Traci zaufanie do własnych sądów i odczuć. W ten sposób powstaje rozszczepienie między słowami a zachowaniem. Tworzy to podatny grunt do rozwoju orientacji homoseksualnej, gdyż dorastający chłopiec, nie ufając własnym zmysłom i rozsądkowi, uzależnia się od innych, staje się niepewny, boi się odmiennej płci, podczas gdy własna jest znana i przez to bezpieczniejsza. Co ciekawe, podczas psychoterapii dr Nicolosi często nie dotyka nawet sfery seksualnej, bo – jak twierdzi – homoseksualizm jest związany nie tylko ze sferą erotyczną, ale z całą postawą wobec życia, a seksualność nie jest oderwana od innych sfer funkcjonowania człowieka. Nie tyle chodzi tu o popęd seksualny, ile o brak asertywności i odczuwanie wstydu z powodu odrzucenia przez rodziców: przez ojca za bycie nieudacznikiem, przez matkę zaś za wszelkie próby bycia mężczyzną.

 

W efekcie psychoterapii, gdy człowiek przeżyje na nowo emocje, które w przeszłości sprawiły mu ból, jest szansa na wyjście z tej sytuacji, lepszy kontakt z samym sobą i podniesienie samooceny. Następnie można pracować nad przekierowaniem swojej orientacji z homo- na heteroseksualną. Jak dowodzą badania, 30 proc. osób, które poddają się psychoterapii, zrywa z homoseksualizmem.

 

     Z ostatniej chwili

 

Lesley Pilkington, psychoterapeutkę z Wielkiej Brytanii, która starała się zmienić orientację seksualną geja, uznano z winną btędu w sztuce lekarskiej. Stała się ofiarą prowokacji, gdy znany z progejowskich poglądów dziennikarz brytyjski Patrick Strudwick na jednym ze spotkań chrześcijańskich udat pacjenta, prosząc ją o pomoc w uwolnieniu się od homoseksualizmu. Wszystkie seanse, w których brat potem udziaf w domu lekarki, nagrał i przekazał Brytyjskiemu Stowarzyszeniu Poradnictwa i Psychoterapii (BACP). Pilkington jest zwolenniczką terapii reparacyjnej.

 

Choć decyzja BACP w sprawie psychoterapeutki byta tajna, o jej szczegółach Strudwick poinformował na tamach dziennika „Guardian”. Członkostwo lekarki w BACP zostanie zawieszone, a ona sama musi się poddać uzupełniającemu szkoleniu. Jeśli tego nie zrobi, zostanie wykreślona z rejestru cztonków tej organizacji, co w praktyce oznacza zakaz wykonywania zawodu.

 

Pilkington, którą reprezentuje chrześcijańska organizacja prawnicza Christian Legał Centre, nie ujawniła jeszcze, czy będzie się odwoływać od tej decyzji. W specjalnym oświadczaniu jej adwokaci podkreślili jedynie, że dziennikarz dopuścił się złamania tajemnicy, jaka powinna obowiązywać w relacjach między pacjentem a lekarzem. Podkreślono także, że terapia reparacyjna jest uznaną przez specjalistów metodą leczenia niechcianego homoseksualizmu. /KAI

 

 

Monika Florek-Mostowska

 

 

Tekst pochodzi z Tygodnika

 

19 czerwca 2011