Przekonałem się, że wszystkie negatywne mechanizmy, których się człowiek nauczył ? można przełamać i wyeliminować. To bardzo wiele kosztuje, jest szalenie trudne, nieraz chciałbym uciec ? ale widzę, jak wielkie efekty przynosi ta systematyczna praca. — Marek

Czytelnia

?Dzieci spod znaku tęczy?

?Dzieci spod znaku tęczy?

 

Czy dziecko potrzebuje ojca i matki, czy miłości niezależnie od tego, kto ją daje?

 

To pytanie dotyczy tysięcy dzieci adoptowanych przez pary homoseksualne i rodzących się w jednopłciowych rodzinach.

 

 

W Szwecji od 1 lipca pary lesbijek mogą poddać się refundowanemu z państwowych pieniędzy zapłodnieniu in vitro. Co więcej, obie panie zostaną zarejestrowane jako matki dziecka. ? To oznacza, że prawo zacznie pary lesbijskie traktować dokładnie tak samo jak pary heteroseksualne ? cieszy się Soren Andersson, przewodniczący Szwedzkiej Federacji na rzecz Praw Gejów, Lesbijek i Transseksualistów.

Ustawa, którą tak zachwala, ma jego zdaniem tylko jedną wadę: rząd domaga się, by kobiety decydujące się na zapłodnienie zapewniły dzieciom kontakt z mężczyzną, aby pokazać im, na czym polega męskość. ? To jakiś przesąd. Mężczyźni i kobiety nie różnią się na tyle, by obie strony były absolutnie konieczne w procesie wychowawczym ? uważa Andersson. Rząd pośrednio przyznał mu rację, bo przyjął ustawę zobowiązującą gminy do takiego zorganizowania programu wychowania przedszkolnego, by chłopcy byli zachęcani do zabawy lalkami, a dziewczynki ? samochodzikami.
Choć Polakom przyznanie lesbijkom prawa do bezpłatnego zapłodnienia in vitro może wydać się szokujące, w Szwecji nikogo nie zaskakuje. Parom homoseksualnym od 1994 roku wolno tam adoptować dzieci i wspólnie je wychowywać. Takich dzieci z rodzin jednopłciowych jest ponad 40 tys. W innych krajach jeszcze więcej. W Stanach Zjednoczonych co najmniej jednego rodzica homoseksualistę ma od jednego do dziewięciu milionów dzieci, co oznacza, że większość z nich przynajmniej przez jakiś czas w roku żyje w rodzinie jednopłciowej. A wszystko w imię prawa osób homoseksualnych do posiadania potomstwa i tworzenia rodzin. Pytanie tylko, czy stosowanie owego prawa nie jest szkodliwe dla samych dzieci.

? Mam problem, moja mama jest lesbijką ? tak rozmowę z badaczami z Instytutu Badań nad Rodziną rozpoczęła 15-letnia dziewczyna z Florydy. ? Kocham ją, jest wspaniała, ale czasem sobie z tym nie radzę ? dodała. Siedmiolatka adoptowana przez parę lesbijek wyznaje: ? Czuję się inna, bo mam dwie mamy. Nie mówię o tym kolegom i koleżankom ze szkoły. Oni nie rozumieją, śmieją się. O takiej reakcji rówieśników opowiadały również dzieci, z którymi rozmawiali naukowcy z Australijskiego Instytutu Studiów nad Rodziną. Sześciolatkom najwięcej problemów nastręczało wyjaśnienie, dlaczego mają dwie mamy. ? Jak w takim razie się urodziłeś? ? dopytywali koledzy. Młodzież zwykle niczego już nie tłumaczy, po prostu nie mówi o swojej rodzinie lub ukrywa rzeczywiste związki, jakie panują w domu.

Zwolennicy przyznania parom homoseksualnym prawa do wychowywania dzieci wszystko to zbywają wzruszeniem ramion. Vivien Ray, autorka australijskiego raportu, stwierdza, że problemy biorą się z homofobii większości społeczeństwa. Jeszcze mocniej formułują tę myśl autorzy raportu Amerykańskiego Towarzystwa Pediatrycznego. Ich zdaniem jedyną trudnością, z jaką stykają się dzieci z rodzin homoseksualnych, jest ?heteroseksizm i stygmatyzacja dokonywana na nich przez społeczeństwo?.

Aby tego dowieść, cytują obficie rozmaite badania. Wynika z nich, że dzieci wychowywane w związkach lesbijskich nie tylko nie mają kłopotów z identyfikacją seksualną, odkrywaniem ról społecznych czy samoakceptacją, ale są też bardziej tolerancyjne i mniej agresywne niż te wychowywane przez typowe pary. Po przeczytaniu takich badań nie pozostaje nic innego, jak przyznać rację radykalnym feministkom i działaczkom lesbijskim, które heteroseksualną rodzinę uważają za główne źródło problemów, i jak najszybciej oddać wszystkie pociechy na wychowanie lesbijkom. Ewentualnie gejom, bo ich dzieci są grzeczniejsze, a oni sami ? według raportu ? znacznie lepiej nadają się do roli ojców niż heteroseksualiści.

W raporcie Amerykańskiego Towarzystwa Pediatrycznego zignorowano jednak dane przeczące tezie, że dziecku nie robi różnicy, w jakiej rodzinie się wychowuje. ? Ów raport to ideologia, a nie naukowe fakty. Autorzy kierowali się interesami lobby gejowskiego, a nie dobrem dzieci ? denerwuje się Ana Martin Ancel z Ośrodka Pediatrii i Neonatologii z Fundacion Hospital Alcoron w Madrycie. Lekarka wskazuje zafałszowania, jakie wkradły się do dokumentu. ? Część dzieci wychowywała się w zwyczajnych związkach, a dopiero potem dowiedziała się, że ich mamy są lesbijkami. Inne miały samotne matki deklarujące, że są homoseksualne, jeszcze inne żyły w rodzinach jednopłciowych. To zupełnie różne grupy dzieci i całkiem różne sytuacje ? tłumaczy Ancel.

Na dowód cytuje badania, z których wynika, że rozwój dzieci par homoseksualnych przebiega inaczej niż tych wychowanych w małżeństwach czy przez samotne matki. Według amerykańskich psycholożek Susan Golombok i Fiony Taster aż 24 proc. osób wychowanych przez pary lesbijskie rozpoczyna życie seksualne od relacji homoseksualnych, podczas gdy w przypadku tych z normalnych rodzin jest to niewiele powyżej pół procent. Jednopłciowe rodziny wydają też dwa razy więcej zdeklarowanych homoseksualistów.

Inne ? hiszpańskie ? badania podważają wyrażone w raporcie przekonanie, że dzieci gejów czy lesbijek są łagodniejsze i mniej agresywne. ? Te, które wychowują się z obydwoma rodzicami, bardziej kontrolują emocje, bo na co dzień dostrzegają konsekwencję w stosowaniu określonych norm. Ma to dobroczynny wpływ na ich przystosowanie społeczne ? uważa Vicenta María Mestre, dziekan Wydziału Psychologii Uniwersytetu Valencia. Przypomina również, że osobowość nastolatka kształtuje się w ścisłym związku z rodzinnym otoczeniem. Jakiekolwiek jego zachwianie, na przykład nieobecność matki lub ojca (jako żeńskiego i męskiego wzorca), rodzi problemy psychiczne. Zdaniem Mestre dotyczy to nie tylko rodzin jednopłciowych, lecz także ? w niemal takim samym stopniu ? rodzin rozbitych.

Badania te pokazują, że tradycyjna metoda wychowania sprawdza się lepiej niż nowinki z Hiszpanii czy Szwecji. Jest bezpieczniejsza dla dzieci i dla społeczeństwa. Gdyby było inaczej, dawno już pojawiłyby się wspólnoty, w których pary jednopłciowe wychowywałyby tolerancyjne i pozbawione agresji potomstwo.