Jakkolwiek wielki nie byłby problem, to Bóg jest większy i jeżeli tylko my mamy wystarczająco dużo determinacji do tego, żeby powiedzieć Bogu „tak”, to Bóg jest w stanie w swoim czasie wszystko zmienić. — Maciek

Czytelnia

„Seksualne nawrócenie”

                                                           Seksualne nawrócenie
Tygodnik „Wprost”, Nr 1071 (08 czerwca 2003)
„Wprost” & Polsat: homoseksualizm to uleczalna choroba?Homoseksualizm jest zaburzeniem emocjonalnym rozwijającym się w dzieciństwie i okresie dojrzewania – mówi „Wprost” prof. Gerard van den Aardweg z Haarlemu w Holandii. – Nie ma ani wrodzonego homoseksualizmu, ani genu homoseksualizmu, na upodobania do własnej płci nie wpływają również hormony. To XIX-wieczne teorie – uważa Lawrence Hatterer, psychiatra z Nowego Jorku.
Chłopiec o skłonnościach homoseksualnych jest – wedle teorii cytowanych wyżej naukowców – zwykle zbyt rozpieszczany przez matkę lub nie doceniany przez ojca. To sprawia, że czuje się niedowartościowany jako mężczyzna i popada w kompleks niższości.

Różowy problem

Ruch gejowski często przedstawia homoseksualistów jako prześladowaną mniejszość i ofiary braku tolerancji oraz nieżyczliwego społeczeństwa. W Holandii takie uprzedzenia wobec gejów już nie istnieją – homoseksualizm jest powszechnie akceptowany. Mimo to skala zaburzeń neurotycznych wśród gejów wcale się nie zmniejszyła.
- Homoseksualiści mają skłonność do przesadnego użalania się i rozczulania nad sobą, do postrzegania siebie w kategoriach wiecznej ofiary, wręcz do dramatyzowania – przekonuje prof. van den Aardweg. Obserwacje Adrianusa Dingemana de Groota, profesora psychologii na uniwersytecie w Amsterdamie, wykazały, że geje są niedojrzali emocjonalnie i egocentryczni. Ich poczucie wrażliwości jest typowe dla neurotyków i są bardziej rozchwiani emocjonalnie niż heteroseksualiści. Aż 60 proc. „dobrze przystosowanych społecznie” gejów prosiło o pomoc psychiatryczną lub psychologiczną – wykazały badania naukowców z Uniwersytetu Stanowego Indiana (USA).
Prof. van den Aardweg, wykładowca uniwersytetów w Europie, Stanach Zjednoczonych i Brazylii, od ponad 30 lat zajmuje się leczeniem homoseksualistów. Twierdzi, że udało mu się zmienić orientację seksualną kilkuset gejów. Terapia trwa kilka lat. Polega ona głównie na autoanalizie i samokontroli. Jej celem jest uzyskanie emocjonalnej dojrzałości do małżeństwa, powodzenie zależy zaś od motywacji danej osoby.
Tymczasem Henk Krol, lider grupy COC – największej gejowskiej organizacji w Holandii – uważa, że leczenie homoseksualistów to nieporozumienie. Jego zdaniem, zarówno on, jak i wszyscy znani mu geje nie potrzebują terapii, gdyż – jak powiada – „nasza opcja seksualna nie stanowi dla nas problemu”. Za absurd uważa on stawianie znaku równości między homoseksualizmem a chorobą.

Heterometamorfoza

Jednym z pierwszych pacjentów van den Aardwega był 60-letni obecnie Piet, który spotkał profesora w 1971 r. Do dziś odwiedza go, ale już towarzysko, jest bowiem przykładnym mężem i ojcem dziewięciorga dzieci. Tak wspomina siebie sprzed lat: – Lokowałem wówczas swoje uczucia w chłopakach, ale nigdy nie byłem szczęśliwy. Koncentrowałem się wyłącznie na sobie. Ciągle tylko ja, ja i ja. Dopiero po zniknięciu skłonności homoseksualnych tak naprawdę przestałem się skupiać na sobie i zacząłem dostrzegać innych ludzi – mówi Piet.
Do podobnych wniosków dochodzi Kristoff, czterdziestoletni wolontariusz w hospicjum w Niemczech. Jako homoseksualista był nieszczęśliwy: – Kiedy wpadła mi w ręce książka profesora van den Aardwega, była dla mnie jak objawienie – rozpoznałem w niej siebie i różne wydarzenia z mojego życia. Kristoff przez dwa lata dojeżdżał na spotkania terapeutyczne z Zagłębia Ruhry do Holandii. Obecnie – twierdzi – nie odczuwa już do mężczyzn żadnego pociągu seksualnego.
Ośrodki terapii homoseksualistów prowadzą organizacje
Courage w USA, Basis w Danii, Til Frihet w Norwegii, Medvandrarna w Szwecji czy Different w Belgii (w Polsce nie ma ani jednej takiej placówki). Leczeniem gejów zajmuje się również były homoseksualista Johan van der Sluis. Przestał być gejem pod wpływem głębokiej przemiany religijnej, a swoją historię opisał w autobiografii zatytułowanej „Nie jestem już taki”. W 1975 r. w Amsterdamie założył on ruch EHAH (Opieka Ewangeliczna nad Homoseksualistami). Co roku zgłasza się do niego średnio 50 osób. – Wierzący mają większą motywację i silniejszą wolę do walki ze swoimi skłonnościami niż niewierzący – mówi prof. van den Aardweg.

Cena zniewolenia

Dziesięć lat temu do EHAH trafił młody muzyk Allard Buhre, który z powodu swej orientacji seksualnej cierpiał na depresję. Dziś pracuje on jako street walker i w każdy weekend odwiedza amsterdamskie gay clubs, gdzie przeprowadza 80 rozmów z homoseksualistami, przekonując, że dla ich sposobu życia istnieje alternatywa. Niedawno Allard spotkał 20-letniego Turka Dżemala Yalcinkaya. Chłopak czuł odrazę do swojej homoseksualnej orientacji i trzy razy próbował popełnić samobójstwo. – Myślałem, że znajdę szczęście w środowisku homoseksualistów – mówi Turek. – Ale w większości to były złe doświadczenia. Ci faceci chcieli jedynie uprawiać ze mną seks. Większość ludzi z tej zbiorowości funkcjonuje i czuje w ten sam sposób. Słowo gay znaczy wesoły, szczęśliwy, i oni się zachowują, jakby tacy byli, ale tak naprawdę nie są szczęśliwi.
Pim Fortuyn, zamordowany lider populistycznej partii holenderskiej, w jednym ze swoich ostatnich wywiadów powiedział, że homoseksualizm jest dla niego jak zniewolenie, a jego ceną jest straszliwa samotność. Starsi wiekiem geje narzekają, że w relacjach z partnerami liczy się głównie seks, wobec czego oni – nie mając już młodego i pięknego ciała – nie widzą szans na związek. Wprawdzie seks mogą kupić za pieniądze u nastolatków, ale nie kupią uczucia i przyjaźni. Czy będą w stanie uwierzyć, że homoseksualizm to uleczalna choroba?

Grzegorz Górny
Amsterdam

Nie widziałem szczęśliwego homoseksualistyPołowa badanych amerykańskich homoseksualistów przyznaje się do kontaktów co najmniej z 500 partnerami seksualnymi – wykazał raport Instytutu Kinseya. Aż 62 proc. gejów przyznało, że korzysta z łaźni homoseksualnych w celu nawiązania przygodnych kontaktów płciowych. Według prof. Johana
Leonarda Arndta z Holandii, zmarłego w 1965 r. prekursora leczenia homoseksualistów, taka zmienność partnerów wynika z nękającego gejów ciągłego niezaspokojenia i nie nasyconej tęsknoty. „Nigdy nie widziałem szczęśliwego homoseksualisty”- stwierdził niegdyś profesor. Jego pacjenci narzekali najczęściej na samotność, brak ustabilizowania w kontaktach i depresje.