Jednak wyszedłem z bagna i jestem na właściwej drodze!…Dziękuję, bardzo Wam dziękuję! — Karol

Czytelnia

Masturbacja i polucje nocne

Także w małżeństwie pojawiają się problemy z masturbacją. Często była ona praktykowana już wcześniej, przed małżeństwem, i wbrew nadziei, że w małżeństwie się problem wreszcie rozwiąże, nadal dręczy człowieka. Bez względu na przeszłość problem ten pojawia się wtedy, gdy z jakiś racji do współżycia zawczasu nie dojdzie. U niektórych osób oprócz osobistego poczucia winy może rodzić się poczucie winy i wstydu wobec współmałżonka. Są osoby, które przeżywają onanizm tak silnie, że traktują go jako rodzaj zdrady współmałżonka. Podejście do masturbacji wpływa czasami na stosunek małżonków do czułości i pieszczot, które niekiedy doprowadzają do orgazmu.

Trudności z opanowaniem popędu seksualnego mają to do siebie, że silnie koncentrują człowieka na sferze seksualnej. U ludzi młodych życie zaczyna się toczyć od masturbacji do masturbacji, od kolejnego upadku do następnego. U osób religijnych i wrażliwych, to swoiste zafiksowanie na trudności, z którą nie mogą sobie poradzić, przeradza się w bieganie od spowiedzi do spowiedzi, u starszych oziębłością w praktykach religijnych. Problem nie radzenia sobie ze swoją seksualnością zyskuje rangę jedynego grzechu traktowanego śmiertelnie poważnie. To on dyktuje częstotliwość spowiedzi albo stopień zaangażowania się w życie Kościoła. Takie podejście może być przeniesione w małżeństwo i naznaczyć współżycie seksualne poczuciem zła, brudu, nieustannego zagrożenia grzechem.

Człowiek bardzo silnie przeżywający grzech masturbacji, chce z determinacją powiedzieć Bogu i sobie, że pragnie zerwać z nałogiem, szuka pomocy u Siły Wyższej. W praktyce pomoc ta ogranicza się do chwilowej ulgi psychicznej i czasowego uspokojenia sumienia. Pomimo szczerej woli zaprzestania grzechu trzeba nieustannie żyć w rozdarciu między pragnieniem wyciszenia swojej seksualności a natarczywym pragnieniem zaspokojenia seksualnego. Pragnieniem wolności od natarczywych doznań seksualnych a niewolą instynktów i popędów. Między pragnieniem czystości a doświadczeniem brudu. Między potrzebą bliskości Boga a świadomością nieustannego zrywania z nim miłosnej więzi. Ludziom nieustannie koncentrującym się na masturbacji, można pomóc poprzez oddramatyzowanie ich problemu. W tym celu warto ukazać im kilka pułapek w jakie wpadają: nieprawdziwych założeń, fałszywych konstrukcji myślowych, które wikłają psychikę i sumienie w trudne niekiedy do wytrzymania przeciążenia.

                                                                   Podkowiński, Szał uniesień :

Jeżeli napięcia seksualne osiągają tak wielkie natężenie, że uniemożliwiają zajęcie się innymi sprawami i wymuszają częste doprowadzanie się do orgazmu, należy skoncentrować się nie na objawach, jakimi są czyny masturbacji, ale na poza seksualnych przyczynach tych napięć. O wiele ważniejsze jest reflektowanie, dlaczego dochodzi do takich sytuacji niż, nad samym faktem, że do nich dochodzi. Człowiek może nie umieć wytrzymywać stresu w pracy, martwi się chorobą, ma problemy rodzinne, nie umie znosić samotności, ma obniżony obraz siebie, przeżywa silne deficyty emocjonalne, itp.

Kto ma problemy z masturbacją musi sobie uświadomić, że to właśnie gdzieś tam ? w jego życiu, pełnym sprzeczności, buntów i frustracji, znajduje się klucz do wyciszenia napięć seksualnych. Jeżeli zrozumie, że źródłem masturbacji nie jest po prostu jego wybujała seksualność, to z tego odkrycia powinien wyciągnąć wnioski. Po pierwsze, masturbacja sama w sobie, bez refleksji nad głębszym źródłem problemów seksualnych, nie jest warta zbyt dużej uwagi. Jest zjawiskiem powierzchownym i płytkim. Jako taka nie jest ciekawa, nie warto o niej za dużo rozmawiać i się nią interesować. Po drugie, sfera seksualna jest tylko ujściem problemów poza seksualnych. Po trzecie, dopóki nie rozwiąże się znacznie ważniejszych spraw będzie się ona i tak pojawiać, a walka z nią będzie podobna do walki z wiatrakami.

Przerobienie przykrych i bolesnych wydarzeń ze swojego życia jest tylko jedną stroną medalu. Drugą, o wiele ważniejszą, jest pozytywny rozwój. Jeżeli chce się skutecznie ?walczyć? z masturbacją, to przede wszystkim należy się pozytywnie rozwijać ku pełni człowieczeństwa, aby wyrosnąć ze swojej niedojrzałości i jej objawów. Trzeba troszczyć się o rozwój przyjaźni z Bogiem i ludźmi, próbować tworzyć klimat miłości w małżeństwie i rodzinie, rozwijać uzdolnienia, kwalifikacje zawodowe, uprawiać sport, itp. Gdy w wyniku tego wysiłku życie będzie coraz bardziej cieszyło, to wraz z wieloma innymi problemami zniknie także i masturbacja, jeden z objawów niedojrzałości.

Osobie masturbującej się wyjaśnić należy także naturalną dynamikę seksualności u ludzi już rozbudzonych. W umyśle człowieka mającego problem z masturbacją kształtuje się specyficzne, idealistyczne wyobrażenie funkcjonowania cielesności. Wydaje się mu, że alternatywą dla silnych, niemożliwych do opanowania napięć jest wyciszona, prawie nieobecna seksualność. Spodziewa się, że osiągnie ten stan wtedy, gdy wreszcie upora się z problemem seksualnym. Myśli, że stan ciszy i wytchnienia, jaki chwilowo osiąga po masturbacji jest tym wzorcowym stanem. Ma nadzieję, że kiedyś będzie go umiał przedłużyć. Teraz zaś, niestety, może cieszyć się nim najwyżej kilka dni, zanim na nowo nie zacznie się zmagać ze szybko wzrastającym napięciem, które w konsekwencji doprowadzi go do upadku. Ważne, żeby sobie uświadomił, że ten stan ciszy nie jest żadnym wzorcem zdrowia, punktem odniesienia, idealnym stanem, który się kiedyś straciło, a w przyszłości będzie można odzyskać. Rozbudzony już człowiek, szczególnie mężczyzna, nie może oczekiwać nierealnych, wprost anielskich stanów i jeszcze je interpretować jako stany upragnionej wolności od napięć seksualnych. Ważne jest natomiast, aby umiał panować nad napięciem seksualnym.

Naturalna dynamika seksualności ma to do siebie, że naprzemiennie przeżywa się stany większej ciszy i zwiększonego napięcia seksualnego. To naturalne napięcie jest związane z nieustanną produkcją spermy (w ciągu doby powstaje około 500 nowych plemników), której nadmiar musi być w końcu usunięty. Ten proces fizjologiczny kończy się polucją nocną. Mężczyzna powinien znać dynamikę swojej seksualności, swój własny rytm i wiedzieć z jaką częstotliwością zdarzają się mu takie polucje. Mogą one mieć miejsce co dwa tygodnie albo jeden lub dwa razy w tygodniu. Nocne polucje jako wyraz naturalnego procesu fizjologicznego są nieuniknionymi sposobami pozbycia się przez organizm nadmiaru spermy, w przypadku gdy w tym czasie nie dojdzie do współżycia seksualnego (u młodych mężczyzn spontaniczne polucje mogą zdarzać się w ciągu dnia).

Polucje nocne występują we śnie (mogą im towarzyszyć sny i wyobrażenia erotyczne), albo także na jawie, w stanie półsnu. Często po fazie głębokiego snu. Odbywają się wtedy na bazie czysto fizjologicznego odruchu, który nie może być utożsamiony z masturbacją. Takie rozładowania jako zdrowe, konieczne i naturalne nigdy nie są grzechem. Z wiedzy tej można wyciągnąć wniosek, że pożądanym stanem, który osoby masturbujące się powinny osiągnąć, nie jest zanik napięcia seksualnego, ale sprowadzenie go do takiego natężenia, aby umieć panować nad nimi w ciągu dnia. Małżonkowie wrażliwi na punkcie masturbacji muszą też pamiętać, że polucje nocne męża nie są przeżywane w samotności i może im towarzyszyć poszukiwanie bliskości cielesnej żony. Szczególnie wtedy, gdy żona jest w okresie płodnym i mniej lub bardziej świadomie prowokuje do zbliżenia.

                                                            Podejście do grzechu masturbacji :

W uzdrowieniu problemu masturbacji konieczne jest także dobre ustawienie go od strony moralnej. Obiektywna ocena wielkości grzechu rzadko pokrywa się z subiektywnym przeżyciem winy, stopniem niezadowolenia z siebie, psychiczną pustką, złością na siebie czy poczuciem oddalenia od Boga ? różnymi stanami, jakie ogarniają człowieka po kolejnym upadku. Silne poczucie winy, a co za tym idzie, silne poczucie grzeszności nie pomaga wcale na drodze dojrzewania. W większości przypadków uczucia te nakręcają tylko spiralę pogardy dla siebie, wzmacnianej poczuciem zerwania więzi z Bogiem, utratą łaski uświęcającej. Bardzo ciężko jest żyć z takim przeświadczeniem o sobie, o oddaleniu się od Boga, a może bardziej o oddaleniu się Boga od grzesznika. Tym bardziej, że przy każdym kolejnym upadku umacniają się te bolesne odczucia.

Ludziom, którzy męczą się z problemem masturbacji nie trzeba tłumaczyć, jak bardzo sfera seksualna jest plastyczna, delikatna, jak szybko można zaplątać się w problemy, z którymi potem przez długie lata nie można sobie poradzić. Właśnie oni lepiej rozumieją, że w tej dziedzinie nie wolno lekkomyślnie eksperymentować. Seksualność należy poważnie traktować. W tym też sensie naruszenie jej porządku jest aktem poważnie nieuporządkowanym (KKK 2352). Stwierdzenia tego nie należy jednak interpretować w taki sposób, iż popełniając grzech masturbacji popełnia się automatycznie grzech śmiertelny, zrywający wieź z Bogiem. Bogu z pewnością nie zależy na wprowadzeniu milionów, a nawet miliardów ludzi do piekła z powodu dość powszechnej trudności w sferze seksualnej. Taka surowa i rygorystyczna interpretacja jest głęboko krzywdząca dla wielu wspaniałych i szlachetnych ludzi, którzy czynią w życiu wiele dobra, ale nie radzą sobie za dobrze ze swoją seksualnością. Elementarnemu poczuciu sprawiedliwości sprzeciwia się pogląd, że człowiek, który w wielu innych dziedzinach życia stara się jak najlepiej zachowywać naukę Chrystusa tak łatwo może stracić zbawienie, grzesząc ciężko i śmiertelnie. Katechizm Kościoła Katolickiego przestrzega przed takim rygorystycznym rozumowaniem: ?W celu sformułowania wyważonej oceny odpowiedzialności moralnej konkretnych osób i ukierunkowania działań duszpasterskich należy wziąć pod uwagę niedojrzałość uczuciową, nabyte nawyki, stany lękowe lub inne czynniki psychiczne czy społeczne, które mogą zmniejszyć, a nawet zredukować do minimum winę moralną? (KKK 2352).

Wiele osób masturbujących się (ale także i małżonków doprowadzających się do orgazmu poza stosunkiem seksualnym) momentalnie z tego powodu zaprzestaje chodzenia do Komunii Św. Taką praktyką wysyłają sobie bardzo złowrogie sygnały, że już popełnili grzech tak wielki, że zerwali całkowicie wieź z Bogiem. Nie chodzić z tego powodu do Komunii, to mówić sobie, że ma się na sumieniu tak wielkie przewinienie, że nie pozwala ono już na życie blisko Boga, w przyjaźni z Nim. W ten sposób bardzo szybko odchodzi się od Boga i pogrąża w samotności, i to wtedy, gdy lepiej by było zbliżyć się do Niego. Przed własnym rygoryzmem niszczącym dobry obraz siebie i prawdziwy obraz Boga można się bronić zachowując się całkowicie odwrotnie – przyjmując Jezusa Chrystusa w Komunii św., pomimo tego, że pojawił się problem masturbacji. Właśnie dlatego Go przyjmować, żeby się ten problem nie rozwinął, żeby nie stracić sensu i pogrążyć w nałogu, żeby razem z Nim walczyć. Idąc do Komunii człowiek przychodzi nadal do Chrystusa w swojej słabości, bo potrzebuje Jego miłości, pomocy, siły, przyjaźni. Razem z Nim chce walczyć o czystość.

Niektórzy ludzie, gdy dowiadują się, że grzech masturbacji nie oddziela automatycznie i radykalnie od Boga i pozwala nadal chodzić do Komunii św., to uznają, że można nadal go popełniać. Jest to bardzo przewrotne myślenie, które szansę trwania przy Bogu i walczenia dalej z nałogiem wykorzystuje w celu zlekceważenia zła i usprawiedliwienia siebie. Komunia św. nie jest dla nich szansą uświęcenia się przez spotkanie z Bogiem, która jak każde spotkanie z Bogiem gładzi grzechy powszednie, ale szansą bezkarnego trwania w grzechach.

Osoby często się masturbujące potrzebują regularnego chodzenia do spowiedzi św., ale nie za każdym razem, gdy popełnią ten grzech. Potrzebują także spotkania z Chrystusem w Komunii św. i to nie tylko zaraz po spowiedzi zanim kolejny raz upadną, ale przyjmowania go przez cały czas między wyznaczonymi terminami spowiedzi. Żeby nie wpaść w spiralę nadmiernego poczucia winy lepiej jest nie przerywać chodzenia do Komunii św., a iść do spowiedzi dopiero, wtedy, gdy widzi się, że grzechy się coraz częściej powtarzają, nasilają i coraz bardziej osłabiają wolę. Wtedy trzeba przerwać ten zły proces poprzez sakrament pojednania i z nową energią zacząć od nowa pracę nad sobą.

Umiarkowane podejście pozwala żyć w dynamice przebaczenia i miłości Bożej, która uzdrawia i daje siły do walki z grzechem, ale nie umacnia poczucia winy, potępiania się i świadomości odrzucenia ze strony Boga. Dyskomfort psychiczny nie utożsamia się z winą moralną. Wymagania moralności katolickiej spełniają funkcję mobilizującą do walki z grzechem w perspektywie drogi do świętości. Nie są restrykcyjnym zakazem odstraszającym od grzeszenia pod straszną sankcją zerwania kontaktu z Bogiem. To wiara w nieustającą miłość Bożą, a nie strach przed popełnieniem grzechu śmiertelnego ma pomagać w nawróceniu.

Rygorystyczne podejście sugeruje absolutną czystość duchową w momencie przyjmowania Komunii św., co w sumie oznacza, że bardzo mało ludzi jest godnych przyjmowania Chrystusa do swojego serca, albo jest godnych tylko przez bardzo krótki okres czasu. Nieustanne bycie blisko Boga jest wtedy zarezerwowane na pewno dla świętych, może dla kapłanów i zakonników, a także dla dzieci, które jeszcze nie grzeszą seksualnie i dla starców, którzy już nie grzeszą. Małżonkowie, ludzie w wieku dojrzałym, mający problemy seksualne powszechne w małżeństwie (a także duża część młodzieży) praktycznie są oddzieleni od pełnego udziału w Eucharystii. Uważają, że serce zbrukane nawet jednym grzechem seksualnym nie jest już wystarczająco czyste, aby złączyć się z Bogiem poprzez Komunię św.

                                                      Myślę, ze przez masturbacje strąciłem:

-pewność siebie

-szanse poznania dziewczyny ( boje się kobiet, są dla mnie jakby nie z tego świata…z jakiego? wiadomo)

-radość życia i tworzenia

-wiele ważnych momentów w moim życiu spieprzyłem poprzez oglądania porno. Np w sobotę jadę na koncert Toola, jest to duże wydarzenie w moim życiu i dlatego nie onanizowałem się ostatnio ,żeby jako tako być w dobrej kondycji psychicznej. Niestety dzisiaj to zrobiłem i czuje się kompletnie rozbity. zajebiście…

-czuje, ze przez masturbacje tracę więź z innymi ludźmi, ze światem. To boli

-onanizm całkowicie mnie wypalił i wciągnął w depresje

Natomiast co chce zyskać poprzez rzucenie nałogu?

Chce powrócić do samego siebie. Odnaleźć w sobie niewinność.

W tym momencie chce skierować się do osób, które dopiero          zaczynają czuć dyskomfort związany z onanizmem:

Weźcie sobie do serca to co tu piszemy. To są prawdziwe ludzkie dramaty, które nieraz rujnują życie. Jeśli masz 16, 17 lat, rzuć od razu onanizm. Nie wdeptuj w ten shit.

Powiem tak: kiedy nie masturbuje się dłużej niż 2 tygodnie, wszystko zaczyna u mnie wracać do normy. Znowu lubię siebie, spotykam się z przyjaciółmi, robie różne ciekawe rzeczy…aż do czasu. Kiedy onanizuje się ( oczywiście przy filmach erotycznych) w ciągu 5 minut tracę cały szacunek dla siebie, nie mogę sam siebie znieść. Zaczynam myśleć, ze wszystko zaraz się zawali, ze nie jestem juz tym samym człowiekiem, którym byłem przed masturbacja. Mam wrażenie, że starciem wszystkie swoje pozytywne cechy i poczucie humoru. Jednym słowem-masakra.

Masturbacja wypala mnie i pieprzy moja psychikę.

Wiem to , ale nie potrafię z tym zerwać…i tak o.

No tak, dzisiaj mija tydzień od ostatniego razu. Juz widzę poprawę, przede wszystkim nie jestem tak rozproszony i zagubiony. Zyskałem nieco pewności siebie i jest we mnie więcej radości. Oby tak dalej : Najważniejsze jest to, żeby docenić ten stan ale nadal mieć świadomość, czym grozi onanizm. Pamiętać o nim i żyć dalej, oto moja nowa dewiza.

Tak wiec warto, warto i jeszcze raz warto!

Ja obraz własnej osoby zbudowałem na podstawie opinii różnych ludzi, z którymi niekoniecznie powinienem się zadawać, kiedy miałem 16-19 lat. Na szczęście odciąłem się juz od tego środowiska, ale wiele rzeczy w mojej głowie pozostało. Dzisiaj poznałem parę wartościowych osób, które próbują nieco zmienić to, co mam w głowie, ale ciężko to idzie.

Podobno mój wygląd uległ znacznej zmianie w ciągu kilku paru lat, jestem teraz podobno „znacznie przystojniejszy”" ale ja w to oczywiście kompletnie nie wierze ;

Na dodatek, kiedy podobam się jakiejś dziewczynie to stanowi to dla mnie taką abstrakcje, że nie wierze jej i myślę sobie, że cos musi być z nią nie tak. I tak to już jest…

Może zacznę od tego, ze czuje z wami wszystkimi niesamowitą bliskość, jakbyście rozumieli mnie w 100% i ja was.

Jestem bardzo nieśmiałym człowiekiem, tylko że u mnie przebiega to nieco inaczej…mam wielu znajomych, kilku przyjaciół. ale przez cały czas udaje, że jestem radosny, że jestem sobą. W środku czuje pustkę i obrzydzenie do siebie. Nienawidzę swojego wyglądu, czasami czuje się jak sparaliżowany. Teraz musze przyznać, ze jest juz trochę lepiej, ale nadal cierpię niesamowicie przez nieśmiałość. Dla mnie to jest temat rzeka, wiec ograniczę się do tego, że moim zdaniem masturbacja ma spory wpływ na powiększenie u ludzi nieśmiałości. Kiedy tego nie robie jest lepiej, czasami jest nawet „normalnie”, ale tylko czasami…

No i stało się…poznałem super dziewczynę, z którą chce być. Ona ze mną też. Mam nadzieje, że to oznacza definitywny koniec mojego problemu. Wiecie, to dziwne, ale kiedy ostatni raz rzuciłem onanizm ( a było to 2 tygodnie temu, do dzisiaj jestem czysty) byłem tak zdesperowany i wykończony kolejnym upadkiem, że zebrałem całą energie, jaką jeszcze w sobie czułem i z całej siły uwierzyłem, ze potrafię cos jeszcze zmienić w swoim życiu, że nie jest za późno. Powiedziałem sobie jasno : chcę znaleźć dziewczynę. Udało się. Jestem pewien, że jeśli czegoś bardzo chcemy to to się naprawdę dzieje. Wystarczy odnaleźć w sobie nadzieję i wiarę a reszta przyjdzie sama. Jak to napisał któryś forumowicz: ” kiedy czegoś bardzo chcemy, każdy pojedynczy atom we wszechświecie będzie nam pomagał w tym by to osiągnąć”.

 

                                          Jedna mądrą rzecz jaka przeczytałem jeszcze:

„Świat jest jak przejażdżka kolejką w wesołym miasteczku, gdy się na nią zdecydujesz, zdaje ci się, że jest prawdziwa, bo tak potężne są nasze umysły. Kolejka jeździ w górę i w dół, sprawia przyjemność i napędza stracha, jest kolorowa i hałaśliwa. I dobrze się na niej bawisz, przez jakiś czas. Niektórzy jeżdżą już długo i zaczynają się zastanawiać: ?Czy to się dzieje naprawdę, czy to tylko przejażdżka?? A inni pamiętają, wracają do nas i mówią: ?Hej, nie bójcie się, to tylko przejażdżka.?…

…A my ich zabijamy… ?Uciszcie go! (?) Zainwestowaliśmy masę pieniędzy w tę przejażdżkę. Spójrzcie na moje pomarszczone czoło. Na moje konto bankowe. Na moją rodzinę. To musi być prawdziwe.? A to tylko przejażdżka.

                                                                                   Tylko przejażdżka…

Ja przyznam, że najczęściej upadam, kiedy już całkowicie zapominam o onanizmie i zaczynam żyć sobie nieświadomie. Nagle, nie wiadomo skąd i po co, przychodzą myśli o seksie i wtedy onanizm wydaje mi się niegroźny, bo całkowicie zapomniałem o tym jak jest po tym, jak już się to zrobi… i wtedy jeb…ale teraz nastał nowy epizod w moim życiu i czuję, że będzie juz tylko lepiej :]

puzdro

3 tygodnie zielone i wtopa. Chociaż tym razem w nietypowy sposób i dlatego pisze tego posta…ku przestrodze. Wszystko było ok, mało myślałem o seksie a o pornografii to już prawie w ogóle. Odbudowałem w miarę swoje życie, poznałem dziewczynę i jak zawsze zauważałem w sobie kupę dobrych zmian. No i dzisiaj w nocy miałem sen erotyczny, bardzo „mocny” i obudziłem się zaraz przed wytryskiem. Byłem tak nabuzowany, ze nie wiedziałem co z sobą zrobić. Wstałem z łóżka, zacząłem chodzić po pokoju, wyszedłem na balkon, słuchałem muzyki, rozmawiałem i przekonywałem sam siebie, ze nie warto…niestety stało się. Dziwna to sytuacja, bo nigdy podobnej nie miałem. Zostałem „zaatakowany” znienacka i nie byłem całkowicie gotowy na obronę. Mam zamiar przejść koło tego, i traktować to jako zwyczajny wypadek przy pracy. Kolejne doświadczenie, kolejna lekcja. Teraz wiem jak reagować na takie nocne niespodzianki.

Dlatego uważajcie, wróg nie śpi!!

 

Źródło : http://www.onanizm.pl/profile.php?mode=viewprofile&u=447