Przekonałem się, że wszystkie negatywne mechanizmy, których się człowiek nauczył ? można przełamać i wyeliminować. To bardzo wiele kosztuje, jest szalenie trudne, nieraz chciałbym uciec ? ale widzę, jak wielkie efekty przynosi ta systematyczna praca. — Marek

Czytelnia

Jezus… pokonał śmierć, pokonał mój grzech…

Alleluja!

Chciałem się z Wami podzielić tym, co Jezus dokonał w moim życiu, co On tak naprawdę zrobił, jaką On ma moc i siłę!!!!

W wieku 12 lat po raz pierwszy zacząłem się masturbować. Na początku nie widziałem w tym nic złego, było mi z tym dobrze, a nawet nie poczytywałem tego za grzech. Robiłem to sporadycznie, lecz z czasem, doszło do tego, że dopuszczałem się samogwałtu nawet KILKA RAZY DZIENNIE, do tego dochodziła również pornografia i nieczyste myśli, byłem tym przesiąknięty aż do szpiku. Kiedy dowiedziałem się, że onanizm to grzech, to wstydziłem się o tym mówić księdzu przy spowiedzi i kilka razy nawet doszło do tego, że zataiłem ten grzech i nie dość, że spowiedź była świętokradzka, to później również i Komunia Św. (Jezu, jak Ciebie to musiało boleć…).

Z jednej strony było mi z tym grzechem dobrze, ale z drugiej, wiedziałem, że pcham się w coraz większe bagno. Dlatego wiele razy próbowałem z tym skończyć i mówiłem sobie: „Arek, spoko, to był już ostatni raz, nie ma się czego bać, panujesz nad tym”, a potem znowu to samo, powrót w grzech, w jeszcze większy „syf”. Nie ma nic gorszego, jak oszukiwanie samego siebie. Dość często jeździłem na rekolekcje, a po nich na jakiś czas przestawałem się onanizować, ale potem zawsze przychodziła myśl, że to wszystko moja zasługa, a nie Jezusa i znowu upadałem. To wszystko trwało jakieś 4 lata. Niby ufałem Jezusowi, ale jakoś tak wybiórczo, w tych sprawach, w których było mi wygodnie. Momentem przełomowym był wyjazd na rekolekcje, a dokładniej na Oazę Modlitwy. Na tych rekolekcjach było w programie spotkanie modlitewne, takie czuwanie przed Najświętszym Sakramentem i przed rozpoczęciem ksiądz powiedział, że jakby się działy dziwne rzeczy z ludźmi, to żeby się nie przejmować, bo wszystko jest pod kontrolą księdza, a nade wszystko Jezusa. Słyszałem wcześniej o charyzmatach Ducha Świętego, o darze języków, spoczynku w Panu, ale zawsze myślałem, że to nie dla mnie. Kiedy tak klęczałem przed Jezusem, ukrytym w tej Cudownej Hostii prosiłem go, aby mnie uzdrowił, aby mnie oczyścił, powierzyłem mu swój nałóg. I nagle poczułem, że nogi robią mi się jak z waty i wreszcie upadłem na twarz. Tak jak klęczałem, tak też upadłem, na twardy marmur. Szczerze mówiąc nie należę do najszczuplejszych, więc powinienem mieć przynajmniej guza albo siniaka, a ja nawet tego nie poczułem, nie miałem nawet zadrapania. Gdy tak leżałem, to nie mogłem nawet kiwnąć palcem, z buzi ciekła mi ślina, a ja nie mogłem nic z tym zrobić. Ogarnął mnie wtedy taki ogromny pokój, taki Boży Pokój! Oczywiście cały czas miałem „kontakt ze światem”, tzn. słyszałem wszystko, co się dzieje w kościele. I w pewnym momencie tak sam od siebie wstałem, potem dowiedziałem się, że żeby wstać ksiądz musiał się nade mną pomodlić. Po „obudzeniu się” czułem się świetnie, dalej ogarniał mnie niesamowity pokój, byłem jak nowonarodzony. Gdy tak leżałem, Jezus oczyszczał mnie, uzdrawiał każdą moją ranę w sercu, rozwalał każdy mur, jaki mnie dzielił od Niego, leczył wszystkie moje duchowe choroby, a przede wszystkim pokonał moją śmierć, pokonał mój grzech, wygrał z moim nałogiem, z moją słabością, wyciągnął mnie z wielkiego bagna, a ja oddałem Mu swoje życie, aby nim kierował i obiecałem, że będę rozgłaszał wszędzie Jego wielkie dzieła!

I za to wszystko, co JEZUS CHRYSTUS dokonał w moim życiu, niech będzie Mu wielka chwała, cześć i uwielbienie! CHWAŁA PANU!!! AMEN!

SJ_Arek

http://adonai.pl/czystosc/?id=66