Pomoc 2002 odegrała w moim życiu bardzo ważna rolę — Jędrek

Czytelnia

Muszę zawsze czuwać

„Chrystus Jezus przyszedł na świat zbawić grzeszników, spośród których ja jestem pierwszy. Lecz dostąpiłem miłosierdzia po to, by we mnie pierwszym Chrystus pokazał całą wielkoduszność jako przykład dla tych, którzy w Niego wierzyć będą dla życia wiecznego” (Tm1, 15b-17).

Te słowa Pisma Świętego ostatecznie skłoniły mnie do podzielenia się z wami moim doświadczeniem żywej obecności Jezusa. Zanim jednak spotkałem Go na mojej drodze życia, zanim pozwoliłem działać, moje życie nie byto tak piękne, jak teraz. Nie chcę pisać tu, że bytem człowiekiem z marginesu społecznego. Nie piłem, nie ćpałem. W ogóle nie robiłem nic z tych rzeczy, o które starsi oskarżają młodzież. Z Bożą łaską uniknąłem nałogów, ale nie wszystkich. Zupełnie nieświadomie zacząłem się onanizować jeszcze jako chłopiec. Nie miałem wtedy pojęcia, że jest to grzechem. Ale Pan Bóg nie chciał, bym tak nieświadomie „pakował się” w zniewolenie. Sumienie, którym mnie obdarował, podpowiadało mi nienormalność tej sytuacji. Z biegiem lat wyrzuty sumienia stawały się coraz silniejsze, a ja ostatecznie znalazłem sobie silną wymówkę. Wiedziałem, że grzech popełniony w nieświadomości nie obciąża człowieka. Nikt nie powiedział mi, że jest to grzech, więc mogę to robić. Nawet nie wiedziałem, jak to się nazywa. Bóg jednak czuwał nade mną i podczas jednej z katechez „powiedział”: „Samogwałt jest grzechem ciężkim i należy się z niego spowiadać”. Bardzo przejąłem się tym. Strach przed Bożą karą był silniejszy od wstydu, wyspowiadałem się z grzechów nieczystości i postanowiłem już nie ulegać pokusie masturbacji. Po kilku miesiącach, niestety, znowu upadłem. Od tego czasu Pan Bóg zaczął pracować nad moim problemem pokazując wszystko, co pchało mnie do grzechu. Na początku pokazał mi telewizję (oglądanie nieskromnych filmów), prasę (pornografia), odtwarzanie obrazów, scen nieczystości w pamięci jako źródło moich problemów. Wiedziałem, że muszę unikać wszystkiego, co wywołuje we mnie silne podniecenie. Jednak wkrótce zobaczyłem, że samo unikanie okazji do grzechu nie wystarcza, że jestem zbyt słaby, żeby odrzucić natarczywe pokusy szatana. Wtedy Bóg przez odpowiednią lekturę wskazał na modlitwę do Matki Bożej i post o chlebie i wodzie jako niezawodne środki walki z pokusami. Był taki czas, kiedy myślałem, że dzięki mojej silnej woli zdołam zupełnie pokonać tę słabość. Długo się oszukiwałem, że tak naprawdę nie jestem niewolnikiem i mogę z tym skończyć, kiedy tylko zechcę. Tymczasem słowa Jezusa złamały moją pychę: „Każdy, kto popełnia grzech, jest niewolnikiem grzechu” (J 8,34). Teraz już wiedziałem, że jedyna moja nadzieja jest w Panu. Tylko z Jego pomocą mogę zerwać z grzechem nieczystości. Zauważyłem, że mam dwa różne „czasy łaski”. Czas, kiedy szaleją we mnie zmysły – czas próby wierności Panu i czas spokoju (najczęściej po spowiedzi), kiedy odczuwam głęboką miłość Boga. Pokazując mi te dwa różne czasy, Pan uświadomił mi, że nie mogę przestać czuwać, czas łaski muszę wykorzystać na przygotowanie się do kolejnej walki. W pewnym momencie mojego życia stwierdziłem, że taka walka nie ma sensu, skoro tak wiele razy już ją przegrałem. Teraz wiem, że szatanowi zależało na tym, żebym tak myślał. Bóg szybko pokazał mi diabelską strategię. Zły próbuje zniechęcić człowieka popadającego po raz kolejny w ten sam grzech. Wiele razy dałem się nabrać na jego sztuczki. Najpierw zachęcał do zerwania stanu łaski uświęcającej i zaspokojenia „z nawiązką” moich popędów, a potem przekonywał, że jestem okropnym grzesznikiem, którego Bóg nie może kochać. Bytem niedaleki depresji, ale mój kochany Tatuś pokazał, że Jego największym przymiotem jest miłosierdzie, i że On zawsze czeka na mnie. Tylko spowiedź święta potrafiła mi przywrócić w pełni utracony spokój, a częsta Komunia święta pozwalała mi przez cały ten czas odczuwać moc Jezusa. Słowa przyjaciółki: „Nie wstyd upadać, ale trwać w grzechu” oraz „Nie ważne, ile razy upadasz, ale czy powstajesz i idziesz we właściwym kierunku” głęboko zapadły w moje serce. Korzystając z moich trudności szatan doprowadził mnie do innej skrajności. „Panie Boże, jestem taki słaby” – mówiłem nic nie robiąc i czekałem na cudowne uzdrowienie. Tymczasem Pan znów otworzył mi oczy pokazując, że nigdy nie jestem kuszony ponad moje sity (1 Kor. 10,13). On daje mi wystarczającą „ilość” swojej łaski, abym pozostał Mu wierny. Co więcej, pokazał mi, że te pokusy są konieczne, bym mógł wzrastać duchowo. Każda kolejna walka zbliża mnie do Niego. Przełomem w moim życiu było uświadomienie sobie tego, że Bóg kocha mnie bezwarunkowo – za darmo, i że nie muszę sobie na tę miłość zasłużyć. Każdy kolejny upadek coraz bardziej ukazywał mi Jego miłosierdzie, dające siły do postanowienia bycia wiernym Jego przykazaniom. Każda wygrana walka z pokusami coraz mocniej jednoczyła mnie z Chrystusem. Muszę wspomnieć, że Pan zawsze dawał mi doświadczyć swojej obecności. Bardzo się cieszył, kiedy zamiast złudnej przyjemności wybierałem Jego. Ostatnio na drodze mojego życia Bóg postawił dziewczynę, przez którą uczy mnie miłości ofiarnej, otwartej na drugiego człowieka, bezinteresownej. Teraz dopiero zobaczyłem, że onanizując się zamykam się w sobie i nie potrafię dawać miłości, staję się egoistą, szukającym chwili przyjemności. Moje nawrócenie miało miejsce na kursie Filipa, kiedy po raz pierwszy przyjąłem Jezusa jako osobistego Pana mojego życia. Od tego czasu moje problemy, troski, zniewolenia dzielę z Jezusem. Tylko On jest w stanie wyprowadzić mnie z tego bagna. Chwycił mnie mocno za rękę i dopóki nie odrzucę jego dłoni, dopóty prowadzić mnie będzie do zupełnej wolności od masturbacji. Zdarza mi się jeszcze upadać, ale wiem, że nie może to być powodem do załamania. On zawsze jest przy mnie i uwolni mnie, jeżeli nie przestanę Mu ufać.

Krzysztof (lat 20)

http://adonai.pl/czystosc/?id=177

Miłujcie się!

1-2/1999