Przystępując do pomocy2002 w moich najśmielszych marzeniach nie spodziewałem się tego wszystkiego dobrego, co tam otrzymałem. — Jan

Czytelnia

Świadectwo Macieja

Witam wszystkich!

Chciałbym podzielić się z Wami swoimi doświadczeniami i przemyśleniami dotyczącymi problemu masturbacji. Swoje świadectwo zacznę nie od momentu kiedy zacząłem TO robić, ale od momentu kiedy stwierdziłem, że TO rujnuje mi życie i kiedy przeżyłem w swoim życiu małe nawrócenie. Otóż kiedy się to stało, stanąłem w prawdzie wobec samego siebie – że masturbacja jest złem bo prowadzi do frustracji i niesamowitego egoizmu, który „przelewa się” na wszystkie dziedziny naszego życia. Nasza seksualność jest dziedziną bardzo delikatną i bardzo łatwo się w niej pogubić. Kiedy się nawróciłem, myślałem, że mój problem znikł kiedy odbyłem spowiedź generalną. Rzeczywiście przez jakiś czas miałem z tym spokój. Niestety po jakimś czasie mój nałóg powrócił. I tu chciałbym podzielić się z Wami pierwszym doświadczeniem. W momencie, kiedy już to zrobiłeś, ogarnia cię wielkie zniechęcenie, a nawet załamanie. Mówisz sobie, że znów to zrobiłeś, że nie masz sił, nie masz szans, że obrażasz Boga i lepiej dać sobie spokój. Niestety nachodzą wtedy człowieka takie myśli. Dodatkowo przychodzi pokusa „ulżenia sobie” wiele razy, aby „odrobić zaległości” z okresu kiedy walczyłeś z nałogiem. Mówisz sobie, ze skoro już to zrobiłeś, to nie zrobi już różnicy parę razy więcej. Pójście do spowiedzi po jednym grzechu ciężkim staje się nagle trudne, chcesz się wyszaleć zanim znowu odwiedzisz konfesjonał. Mówisz sobie, że i tak już zgrzeszyłem, więc te 2-3 razy już niczego nie zmienią. To niebezpieczny moment. Pomyśl sobie wtedy czy te następne 2-3 razy są równie obojętne Bogu. Moim zdaniem ranią Go tak samo jak pierwszy grzech. Każdorazowy grzech masturbacji jest jak jeden cierń korony cierniowej. Poza tym powstaje niebezpieczeństwo pozostania w nałogu na dłużej, dalszego zagłębiania się w grzech. Moja rada jest następująca: powstań i idź dalej, bo nie ty decydujesz o Bożym Miłosierdziu. Bóg wyraźnie mówi przez usta św. Faustyny, że niezgłębione jest Jego miłosierdzie, więc korzystaj z tego. Nie chodzi tu o to, aby nic sobie nie robić z grzechu ciężkiego, jakim jest samogwałt, ale o to, aby się nie załamywać. Druga moja podpowiedź. Kiedy zgrzeszyłeś i masz poczucie winy, które cie obezwładnia i nie chce ci się pojednać z Bogiem pomyśl sobie, co otrzymujesz w zamian (od szatana) i pomyśl sobie jaki masz wybór. Pomyśl sobie, co w człowieku pozostaje. Pozostaje w człowieku wielka pustka, osamotnienie, beznadzieja i smutek. Właśnie to daje szatan. W takim stanie będziesz przebywał trwając w grzechu nieczystości. Dlatego warto się spowiadać. Kolejna moja podpowiedź. Pamiętaj, że każda pokusa masturbacji nie trwa wiecznie. Wiem doskonale, że pokusa tego grzechu jest niesamowicie silna i bardzo trudno jej się oprzeć (dla ludzi uzależnionych). Ale naprawdę nie trwa ona wiecznie. Nie jest tak, ze dokładnie cały dzień chodzisz i trzęsąc się myślisz, że musisz to zrobić. Jest tak, że pokusa przychodzi w określonym czasie. Jeżeli zajmiesz się wtedy czymś absorbującym pokusa nie będzie miała podatnego gruntu do rozwoju. Można tak robić zawsze – metodą małych kroczków – eliminacji każdej po kolei pokusy. A kiedy już nie ma wyjścia i pokusa silna przychodzi, kiedy np. leżysz w łóżku, pomaga niesamowicie zwrócenie się całym sobą do Boga – próba Jego adoracji – to naprawdę pomaga. Wówczas szatan – choć na tę chwilę, nie ma do nas dostępu. Dla osób, które mają chłopaka bądź dziewczynę, mam następującą podpowiedź: zastanów się czy twój chłopak/dziewczyna ucieszyliby się na wiadomość, że uprawiasz miłość ze samym sobą. Nie sądzę, aby na taką wiadomość zareagowali radością. Czekają oni na miłość od ciebie, również w wymiarze fizycznym (i nie chodzi tu od razu o seks, ale o przede wszystkim przytulenie, objęcie, pocałunek), a masturbacja działa jak środek znieczulający na odruchy pięknej miłości między kobietą a mężczyzną. Moim ostatnim „odkryciem” w tej mojej przykrej sprawie jest to, że dokonuje tego grzechu kiedy tego sam chce. Nie zawsze jest to świadome pragnienie, ale jakaś cząstka wolej woli zawsze tu występuje. I dlatego twierdzę, że nie do końca jest tak, ze jakaś nadnaturalna siła zmusza nas do tego – tak trochę my też tego chcemy. Owszem, szatan jako duch jest silny i ma swoje sługi wyspecjalizowane do nakłaniania do grzechów nieczystości i są one bardzo skuteczne w mydleniu ludziom oczu. Pamiętaj jednak, że są to tylko stworzenia, które zostały zwyciężone przez Zbawiciela i Jego Matkę i w Nim i Niej mamy ucieczkę. Na koniec jeszcze jedna uwaga – sądzę, że samą wolną wolą nie zwyciężymy, gdyż w rachubę wchodzi instynkt, nierzadko nałóg przyjemności, a także działalność duchów nieczystych (inteligentniejszych od nas) – potrzebna jest Łaska i przede wszystkim określenie celu i priorytetów w naszym życiu – do kogo zdążam i kto mnie prowadzi.

Z pozdrowieniami i życzeniami sukcesów

Maciej

http://adonai.pl/czystosc/?id=75