?Jestem świadomy tego, że muszę jeszcze na siebie uważać, aby nie upaść, ale jestem zupełnie innym człowiekiem, człowiekiem szczęśliwym i zadowolonym z życia?
Przekonałem się na własnej skórze, że naprawdę warto!
— Darek

Czytelnia

Z jednego w drugie

Od kiedy mam strzępki pamięci pamiętam, że masturbowałem się. Nie był to z początku problem … dopiero później zobaczyłem jak bardzo ranię tym Pana Boga i zacząłem walczyć, wpierw bardziej sam, potem dopuszczając go do tego zranienia. Nie chcę tu pisać sensu stricte na temat onanizmu, wiele już jest świadectw na ten temat. Chciałem zaś napisać o mojej relacji z dziewczyną. Poznałem ją … właściwie nieważne gdzie. Istotne było to, że nasza relacja jawiła nam się na czystą. Przez pewien czas po prostu czerpaliśmy radość z bycia ze sobą, szybko potem przyszły pocałunki. Wraz z częstym przebywaniem ze sobą (niekiedy całe dnie potrafiliśmy razem spędzać) wszystkie granice, jakie mieliśmy ustalone powoli przestały być takie jasne, jakimi były wcześniej. Trafialiśmy często na łóżko i potrafiliśmy naprawdę długo się całować namiętnie. Wpierw było w tym dużo ułudy, bo mogło to się stać po modlitwie, albo po takiej właśnie nocy mogliśmy jak nigdy nic wołać wspólnie do Boga. Spowiednik zalecił, byśmy dali sobie w takich chwilach spokój z modlitwą wspólną i Boga w to wszystko nie plątali. Wiele razy ustalaliśmy sobie granicę, którą przekraczaliśmy najpóźniej po 1-2 tygodniach. Masturbacja przestała być dla mnie problemem, ale powstał problem znacznie poważniejszy. Wpadłem z jednego bagna w drugie. Stwierdziłem już w akcie desperacji, że wolałbym już masturbować się i siedzieć w tym bagnie sam, aniżeli wplątywać w to jeszcze ją. (choć tak w ogóle wolałbym wydostać się z niego całkiem) Byliśmy bezsilni, dawno się wspólnie nie modliliśmy, mało rozmawialiśmy, nasz związek się sypał. Wszystko zaczynało się od niewinnych całusów, potem szybko przekraczaliśmy kolejne punkty naszego wspólnie ułożonego dekalogu miłości. Najgorsze było to, że nie chcieliśmy chcieć, że mimo wcześniejszych ustaleń okazywało się, że wolimy pocałunki i bliskość niż Boga i budowanie z Nim relacji. Doszło do tego że znaleźliśmy się w wannie, wpierw w bieliźnie … a potem szybko przyszło też znaleźć się w łóżku bez niej. Nie chcieliśmy współżyć ale tym wszystkim wiedzieliśmy oboje jak bardzo Boga ranimy. Czułem się po tym wszystkim okropnie. Postanowiłem iść do spowiedzi. Moja dziewczyna pojechała wtedy do Kościoła ze mną. Okazało się, że też uklękła przy kratkach konfesjonału. Oboje pojednaliśmy się z Bogiem. Choć już wiele razy obiecywaliśmy poprawę to teraz było inaczej. Przestaliśmy całować się tak często jak kiedyś. Jak zawsze, co prawda, gdy zwracaliśmy mniejszą uwagę na cielesność związku to powstawały problemy z porozumieniem, starcia na różnych płaszczyznach, sprzeczki o drobiazgi. Odnajduję w tym bardzo dobry znak, ponieważ wiem, że teraz dopiero zacząłem, po kilku miesiącach zapadania się na grząskim terenie, poznawać moją dziewczynę, a ona zaczęła mnie poznawać. Pocałunki zaczęły być bardziej stonowane i wydaje mi się, że są teraz bardziej przemyślane i więcej wyrażają. Częściej się modlimy i myślę że będziemy się wspólnie wspierali (jeśli jedna osoba, będzie słabsza w sferze czystości, to sądzę, że druga – silniejsza, będzie w stanie podźwignąć tą pierwszą również). Mogę teraz bez obaw przyjść do niej a ona do mnie i możemy być spokojni, że wspólnie potem będziemy mogli np. pójść na Mszę św. i przyjąć Komunię, czego wcześniej nie mogliśmy. Staramy się wspólnie żyć tak, by niczego nie żałować, udaje się to nam już ponad 3 tygodnie. Mało … ale zawsze się od czegoś zaczyna. Cieszę się z obecnej sytuacji również dlatego, że bywały chwile kiedy naprawdę się zastanawialiśmy: skoro siebie Kochamy to chcemy dla tej osoby jak najlepiej. Ponieważ jednak nie dbamy o szczęście tej drugiej osoby, to lepiej byłoby się rozejść. Dziś jeśli mielibyśmy się rozchodzić, to z pewnością nie z tego jakże smutnego powodu. Zresztą nie mamy podstaw byśmy się rozstawali dziś. Obyśmy nie mieli nigdy. Jeszcze chciałem napisać o jednej sytuacji. Pamiętam, kiedy było ciężko się rozstawać i czułem, że jeśli nie wyjdę z jej domu już teraz, to zostanę i może się coś złego dziać. Tak naprawdę nie chcieliśmy wtedy oboje skończyć naszego spotkania i … oboje robiliśmy wszystko, by nie rozstać się. Pamiętam taką chwilę, kiedy rozpłakaliśmy się oboje … to wszystko było trudniejsze niż sądziliśmy. Bezradny powiedziałem: „kocham Cię i dlatego właśnie idę”. Poszedłem … Niesamowicie cieszą takie momenty. Można i naprawdę warto walczyć. Panie Jezu, dziękuję Ci za te wszystkie doświadczenia w tym związku. Za te trudne, które były bardziej naszą, a nie Twoją wolą, i za te, które z pewnością pochodziły od Ciebie. Wierzę, że Ty pragniesz mojego i mojej dziewczyny szczęścia. Pomagaj nam rozeznawać, czy jesteśmy powołani do małżeństwa (a jeśli tak to wspieraj nas, byśmy mieli warunki rozwijać nasze powołanie) i czy właśnie ze sobą. Kocham Cię Panie Jezu i ufam, że zachowasz nas w Twoim miłosierdziu. Przepraszamy za wszystkie głupstwa, jakie popełniliśmy i prosimy, byśmy czynili wszystko tak, by Tobie się podobało. Bądź uwielbiony w naszym związku. Niech nigdy Ciebie w nim nie zabraknie. Chwała Ci Panie!

Qsywek

http://adonai.pl/czystosc/?id=82

 

Warto zadbać o te sprawy

Jacek Pulikowski

Jacek Pulikowski mówi, jaką postawę należy przyjąć, aby seks nas nie pokonał, lecz byśmy mogli wygrać dobre życie i szczęście w „tych sprawach”. Książkę tworzą krótkie teksty wyjaśniające wiele zjawisk z dziedziny płciowości. …