Przed przyjściem tutaj byłem zupełnie innym człowiekiem, nieśmiałym, strachliwym, zamkniętym w sobie. Pomoc pozwoliła mi się otworzyć. Dziękuje, za zrozumienie za wysłuchanie i akceptacje bo naprawdę tutaj to otrzymałem! — Zbyszek

Czytelnia

„Gdy rozkosz staje się koniecznością „

Agnieszka ma 32 lata. Uczy w liceum. To zaczęło się mniej więcej dwa lata temu. O różnych porach dnia i nocy dopadała ją wręcz obsesyjna chęć odbycia stosunku. Poddała się temu. Przestało mieć dla niej znaczenie, z kim i gdzie pójdzie do łóżka. Bywało, że przerywała lekcję i ruszała do miasta, by upolować mężczyznę. Rozpadło się jej małżeństwo. Teraz nie potrafi z nikim związać się na stałe. Po każdym seksualnym epizodzie zamartwia się. Chce się leczyć. Tym bardziej, że kontakt z jednym mężczyzną już jej nie wystarcza. Obsesja może pojawiać się wszędzie, gdzie wywołuje odczuwalną zmianę nastroju. Obsesją może być dogadzanie sobie jedzeniem, hazard, robienie zakupów, uwodzenie, snucie fantazji – uważa Patrick Carnes, amerykański psycholog i terapeuta zajmujący się nałogami. Ostatnio pojawia się coraz więcej informacji o uzależnieniach od wielu nowych bodźców i czynności. Wśród nich wymienia się też uzależnienie od seksu. O seksoholizmie mówimy wtedy, kiedy seksualność człowieka wymyka się spod kontroli, kiedy tak wpływa na jego życie, że ogranicza inne sfery funkcjonowania. Osoba opętana seksem zaniedbuje obowiązki, rezygnuje z normalnego życia towarzyskiego, a nawet ogranicza zaspokajanie swoich potrzeb biologicznych.

                                                                                   Seks jak narkotyk

Zgodnie z klasyfikacją zaburzeń ICD-10 zespół uzależnienia to „kompleks zjawisk fizjologicznych, behawioralnych i poznawczych, wśród których przyjmowanie substancji lub grupy substancji dominuje nad innymi zachowaniami, które miały poprzednio dla pacjenta większą wartość”. W definicji ICD-10 czytamy też, że głównym objawem zespołu uzależnienia jest pragnienie (często bardzo silne) przyjmowania substancji psychoaktywnej. Czy seks może pełnić rolę alkoholu albo narkotyków?

Wielu badaczy, między innymi Patrick Carnes, Dorothy Tennov i Michael Liebowitz, uważa, że seks rzeczywiście może pełnić rolę specyficznie działającego narkotyku. W takim przypadku substancja uzależniająca jest podawana niejako od wewnątrz. Są nią naturalnie występujące w organizmie peptydy zwane endorfinami. To one zawiadują elektrochemicznymi interakcjami w mózgu. Ich budowa molekularna jest taka jak budowa opiatów, na przykład morfiny. „Lawina wewnętrznej intoksykacji uruchamia się w ludziach także wskutek zauroczenia i fascynacji nową miłością – przede wszystkim w początkach przeżywania wzajemnej atrakcyjności” – wyjaśnia Carnes. Istotną rolę w powstawaniu tych miłosnych uniesień odgrywa peptyd o nazwie fenyloetyloamina (PEA), podobny w swej budowie do amfetamin, grupy narkotyków o silnie aktywizującym działaniu. Wywołuje on gwałtowne pobudzenie emocjonalne, krótkotrwały stan euforii. Osoby zaabsorbowane seksem bardzo często mówią, że działa on na nie jak narkotyk. To właśnie seks pozwala im być na haju. Skokowo podnosi się wówczas u nich poziom hormonów szczęścia i adrenaliny. A to już powoduje uzależnienie się od seksualnych wzlotów, podobne do tego narkotykowego. Podobne także w tym, że bodziec, który je wywołuje – zachowania seksualne – trzeba co jakiś czas ponawiać po to, by znów wzbudzić reakcje neurochemiczne, utrzymać swoisty stan odurzenia i czuć się dzięki temu w miarę normalnie. Badacze zajmujący się tą problematyką twierdzą również, że jedną z najbardziej destrukcyjnych cech uzależnienia od seksu jest to, że osoba z tym zaburzeniem stale nosi w sobie – w sensie dosłownym – swój zasobnik z narkotykami. W miarę jak rozwija się nałóg, człowiek uzależniony od seksu coraz mniej interesuje się także tym, kto jest jego partnerem. Ważne staje się tylko to, by pomógł mu wyzwolić kolejną dawkę „narkotyku” – mózgowych endorfin.

                                                               Od przyjemności do konieczności

Każdy człowiek, widząc kogoś atrakcyjnego, może nawet na co dzień doświadczać seksualnych myśli, podniecenia lub fantazji. To oczywiście nie znamionuje uzależnienia od seksu (patrz ramka). Ten nałóg charakteryzuje się tym, że bodźce seksualne i właściwości ludzkiego organizmu używane są po to, aby sterować swoim nastrojem i emocjami. Niestety po pewnym czasie człowiek staje się zależny od tego zespołu reakcji psychobiologicznych w takim stopniu, że – jak pisze Carnes – „seks przestaje być dla niego wyborem, a zaczyna pełnić funkcję mechanizmu radzenia sobie w życiu – środka, który stanowi o przetrwaniu”. Zaabsorbowanie seksem bywa dla niektórych osób rodzajem środka przeciwbólowego – pozwala zapomnieć o bólu fizycznym i psychicznym. Człowiek może z fantazji i zachowań seksualnych czerpać dodatkowe korzyści, ponieważ w ten sposób redukuje poziom napięcia i lęku. Gdy w jego życiu pojawiają się problemy, szuka obiektu seksualnego i owego seksualnego bycia na haju, bo to pozornie pozwala mu zamienić kłopoty na przyjemność i zadowolenie. Po pewnym czasie zachowania takie stają się niezbędne do radzenia sobie w życiu, do przebrnięcia przez ciężkie chwile, oderwania się od trudnej rzeczywistości. W ten sposób to, co pełniło funkcję chwilowego „naprawiacza nastroju”, staje się czynnością przymusową.

                                                                                       Zerwane więzi

Z czasem obsesja seksualna staje się czymś, co organizuje życie seksoholika. Żeby móc realizować swoje pragnienia, wycofuje się z dotychczasowych zainteresowań, zaniedbuje kontakty towarzyskie, pracę, rodzinę. Te zaniedbania stają się szczególnie widoczne w stałych związkach. To dlatego, że seksoholicy inwestują swoją energię głównie w relacje o charakterze seksualnym. Ponadto, co łatwo zrozumieć, stałe związki czynnych seksoholików są burzliwe i najczęściej kończą się fiaskiem. Zresztą krótkotrwałość wszelkich związków – nie tylko tych seksualnych – jest charakterystyczna dla ludzi uzależnionych od seksu. Uciekając przed bliskością, a także z powodu nadmiernej aktywności seksualnej, zaniedbują przyjaźnie, kontakty koleżeńskie. Pozwalają, by się one rozpadały lub marniały. Z powodu strachu przed ujawnieniem seksoholicy zamykają się w sobie, uciekają przed winą i wstydem w prywatny, najczęściej okryty tajemnicą świat. Walczą ze sobą i poddają się, żyją na emocjonalnej huśtawce, prowadząc równolegle dwa odrębne życia. W tej ciągłej walce eksploatują się coraz bardziej. Nie mogąc poradzić sobie z przymusem wchodzenia w seksualne sytuacje, pogrążają się w rozpaczy, która pogłębia się po każdym, następującym mimo obietnic poprawy, seksualnym ciągu. Im częściej muszą uciekać się do kłamstwa, tym głębiej pogrążają się w nienawiści do siebie. Dzieje się tak również wtedy, gdy ich kłamstwa zostają zdemaskowane. Aby uciec od tej nienawiści, coraz bardziej wchodzą w destrukcyjne dla siebie sytuacje.

                                                                                    Bez zahamowań

Typowa dla seksoholików jest także skłonność do podejmowania coraz większego ryzyka. Potrafią oni na przykład wypierać ze świadomości zagrożenia wynikające ze stylu życia. Strach przed zarażeniem się wirusem HIV w wyniku stosunków z nieznajomymi, kontaktów z prostytutkami czy grupowego seksu nie wystarcza, by ich powstrzymać. Nawet możliwość zainfekowania bliskiej osoby, na przykład męża czy żony, nic w tej sprawie nie zmienia. Aby zagłuszyć tego typu obawy, seksoholik może, paradoksalnie, zwiększyć intensywność patologicznych zachowań. Jego umysł bowiem jest nastawiony na podtrzymywanie chorych działań bez względu na konsekwencje. Ludzie uzależnieni od seksu powtarzają zatem wzorce swoich zachowań, nawet gdy wiedzą, że zagraża to ich życiu.

                                                                                       Poza kontrolą

Od niemożności zaprzestania nadmiernej aktywności seksualnej, mimo rosnących negatywnych konsekwencji, jest tylko krok do zachowań autodestrukcyjnych i sytuacji wysokiego ryzyka. Wchodzenie w takie sytuacje świadczy o utracie kontroli. Im więcej wysiłku i energii seksoholicy wkładają w kontrolowanie siebie, tym bardziej pogłębia się ich problem. Lęk i napięcie wzajemnie się nakręcają: pod wpływem lęku następuje zwiększenie wysiłków w kierunku seksualnej abstynencji, pod wpływem napięcia, stresu, pojawia się chęć, by je rozładować poprzez uruchomienie spirali seksualnej aktywności. Ludzie uzależnieni usiłują kontrolować swoje zachowania i doświadczają rozpaczy, gdyż ciągle im się to nie udaje. Życiem seksoholików rządzi poczucie bezsilności. Niektórzy, aby uciec od swoich problemów, zmieniają miejsce zamieszkania czy pracę. Inni angażują się w działalność religijną, charytatywną itp. Tym, co istotne w diagnozowaniu uzależnienia od seksu, jest brak kontroli nad zachowaniami z tej sfery, ich liczbą i intensywnością, oraz kontynuowanie nałogowych zachowań mimo strat, jakie przynoszą

                                                                                            Na głodzie

Seksoholika dręczą wszystkie objawy narkotycznego głodu: rozdrażnienie, silne bóle mięśni, bezsenność, rozkojarzenie, ataki paniki, depresja, myśli samobójcze. Chwilową ulgę może mu przynieść tylko szybkie podanie substancji uzależniającej, a tę – przypomnijmy – seksoholik produkuje sam. Seks z obcą osobą dodaje temu wszystkiemu dodatkowych wrażeń (euforyzujące działanie adrenaliny). W okresie abstynencji człowiek uzależniony jest przewrażliwiony i bardzo podatny na zranienie. Doświadcza długo tłumionych lęków i myśli. Ciągle lub „napadowo” chce się uruchomić – powrócić do nałogowych działań. Może mieć niewyjaśnione bóle i dolegliwości, być wyczerpany i drażliwy, mieć problemy ze snem i z apetytem. Często przerzuca się na inne nałogi, ma huśtawkę emocji, jest pełen smutku, rozpaczy i lęku, izoluje się od otoczenia. Oprócz tego wszystkiego seksoholik rezygnujący z patologicznych wzorców swojego zachowania uporczywie fantazjuje na jawie i we śnie na temat seksu. To powoduje, że jednym z najtrudniejszych momentów w leczeniu seksoholizmu jest proces odstawienia.

                                                                                       Więcej i częściej

Klasyczną cechą uzależnienia jest to, że aby osiągnąć ten sam stopień ulgi i zniwelować napięcie, trzeba coraz większych dawek substancji, w przypadku seksoholizmu – określonych zachowań. Seksoholicy mają skłonność do nadawania seksualnego znaczenia ludziom i sytuacjom, najzwyklejszym zdarzeniom czy wypowiedziom. Szacuje się, że seksoholizm – pod postacią różnorodnych zachowań, między innymi oglądania pornografii, masturbacji, korzystania z prostytucji i anonimowego seksu, a nawet uwodzenia lub tylko fantazjowania – dotyka od 4 do 6 proc. populacji. Dla wielu ludzi, tak jak dla wspomnianej na początku Agnieszki, jest olbrzymim dramatem. Niektórzy zdają się go nie dostrzegać. Trzydziestosiedmioletni Jarek od czterech lat namiętnie buszuje po Internecie. Początkowo sporadycznie oglądał pornografię i masturbował się przy tym. Stopniowo przeszedł do codziennych i coraz bardziej wyrafinowanych form. Na przykład odkrył w sobie upodobanie do nadawania seksualnego wymiaru czynności oddawania moczu. Zaczął więc podglądać kobiety w publicznych ubikacjach, a siedząc przed komputerem i oglądając tego typu obrazki, pije swój mocz. Wyobraża sobie, że jest to mocz jego wirtualnych partnerek. Myśli o podglądaniu kobiet i przeszukiwaniu stron pornograficznych towarzyszą mu już przez cały dzień i nie dają się ukryć przed otoczeniem. Nie ma motywacji do terapii. „To zajmuje czas i może mnie pozbawić tego, co lubię” – mówi.

Lechosław Gapik, Katarzyna Waszyńska

http://pornografia.ovh.org/artykuly/gdy_rozkosz_staje_sie_koniecznoscia.htm