Kiedy patrzę wstecz i myślę, czym mogło być moje życie w porównaniu z tym, czym jest, przepełnia mnie uczucie głębokiej wdzięczności. — Alan Medinger

Świadectwo wyjścia z onanizmu

Mam 30 lat. Przez długi okres, począwszy od szkoły podstawowej do 25 roku życia regularnie się masturbowałem. Do tego przełomowego okresu uważałem, że masturbacja jest całkowicie normalna, zdrowa i fajna. Sięgając pamięcią nie potrafię sobie przypomnieć czy kiedykolwiek kogoś do tego namawiałem, ale jestem przekonany, że byłbym skłonny uważać osobę, która żyje w czystości za idiotę.

Z pornografią zaznajomiłem się bardzo wcześnie. Ktoś kto czyta te słowa zapewne pomyśli, że jest to bajka, i szczerze wolałbym żeby nią były; niestety mój ojciec trzymał filmy porno w szafce z wszystkimi innymi filmami i któregoś dnia jako czterolatek zupełnie nieświadomie puściłem kasetę z takim filmem. To dziwne, ale do dziś pamiętam ten kilkusekundowy obraz. To pokazuje jaką siłę oddziaływania ma pornografia.

Zacząłem się masturbować w okresie podstawówki. Uważałem, że jest to świetny sposób na rozładowanie napięcia. Pamiętam jakieś próby życia w czystości. Trwały one najwyżej kilka dni. Chyba, że wyjeżdżałem na wakacje gdzie było koło mnie dużo ludzi, wówczas osiągnąłem wynik 14 dni. Czułem się wtedy zupełnie inaczej. Taki wolny i silny. Ale z nałogiem nie wygrywa się tak łatwo. Zresztą wcale nie uważałem, że mam jakiś problem.

Dopiero w czasie studiów dziewczyna, z którą się spotykałem, pochodząca z wierzącej rodziny, zaczęła napominać mnie, że to jest obrzydliwe, że jeśli nie potrafię tego nie robić, to znaczy, że mam problem. Nie chciałem jej słuchać, aż do chwili kiedy Pan Bóg się o mnie upomniał. Dopiero kiedy spotkałem w swoim życiu Chrystusa zacząłem przyznawać, że jestem uzależniony. Zacząłem czytać na ten temat, dowiedziałem się, że źródło tego nałogu między innymi tkwi w problemach emocjonalnych, które niestety miałem.

Dzięki wsparciu dziewczyny zacząłem szukać pomocy. Napisałem do Stowarzyszenia Pomoc 2002. Tam otrzymałem fachową pomoc, materiały a przede wszystkim realne wsparcie. Dołączyłem do grupy wsparcia, gdzie powoli udało mi się przejść drogę do wyjścia z nałogu. Masturbacja i pornografia sprawiły, że byłem bardzo niedojrzały. Ktoś może się na to uśmiechnąć i powiedzieć, że masturbacja to objaw dojrzałości i bycia mężczyzną. Pytanie tylko czy męstwem i dojrzałością jest uleganie swoim pożądaniom i rozwiązłość czy raczej są nimi walka o czyste serce, skromność i praca nad przyczynami problemu. A ja przed większością problemów uciekałem ?robiąc sobie dobrze?. Kiedy byłem smutny, pocieszałem się masturbacją, kiedy byłem radosny, miałem zawsze powód żeby dać sobie nagrodę. Myślałem o tym każdego dnia. Stało się to jak obsesja. Teraz widzę, że dojrzałość polega na rozwiązywaniu problemów a nie zalewaniu psychiki kolejną dawką dopaminy, serotoniny i oksytocyny. Musiało jednak upłynąć wiele lat zanim zdałem sobie sprawę z tego, że jestem w nałogu. Musiałem sięgnąć dna. Dopiero kiedy dotarło do mnie, że bez przerwy o tym myślę, że nie potrafię patrzeć na kobiety inaczej jak przez pryzmat seksualności, że po każdym ?razie? mam poczucie winy, co skutkuje co raz większą izolacją od ludzi, dopiero wtedy zacząłem się przyznawać, że mam problem.

Jeśli czytasz te słowa, to powiem Ci, że nie poradzisz sobie sam z tym problemem. Możesz uznać to za demagogię. Twoja duma może podpowiadać Ci, że poradzisz sobie sam. Zresztą dlaczego miałbym dzielić się swoimi intymnymi sprawami z obcymi ludźmi. Otóż dopiero w grupie gdzie ludzie mierzą się z podobnymi problemami mogłem otworzyć się, opowiedzieć o tym co naprawdę mnie boli i zrzucić ciężar niesienia samemu swojego poczucia winy. Kiedy zostajesz przyjęty do wspólnoty i otwierasz się na innych zaczyna się w tobie proces uzdrowienia. Zaczynasz czuć, że nie jesteś sam na tej drodze i staje się ona dużo łatwiejsza. Oczywiście to Twoja decyzja.

Możesz próbować sam, wywarzać otwarte drzwi, albo skorzystać z rady tych, którzy już tą drogę przeszli. Wierzę, że podejmiesz dobrą dla siebie decyzję.

Dojście do życia w czystości wymagało wiele pracy, przede wszystkim przyjaźni, rozmów, uświadamiania sobie zranień i oddawania ich Jezusowi, oraz porządkowania swojego codziennego życia. Pewnie brzmi to stereotypowo. Ale w sercu nigdy nie czułem takiej wolności i takiego pokoju jak od chwili kiedy zacząłem żyć w czystości. Nie wyobrażam sobie, że można było tak żyć przez 25 lat. A jednak. Teraz cieszę się każdym dniem przeżytym z czystym sercem. I zachęcam wszystkich mężczyzn do podjęcia walki. Nagroda jest bezcenna. Nie ma innej wolności jak ta, którą jest nagrodą za wytrwałą pracę nad sobą.

                                                                                                               Maciek