Przekonałem się, że wszystkie negatywne mechanizmy, których się człowiek nauczył ? można przełamać i wyeliminować. To bardzo wiele kosztuje, jest szalenie trudne, nieraz chciałbym uciec ? ale widzę, jak wielkie efekty przynosi ta systematyczna praca. — Marek

Świadectwo Michała

„Wszystko mogę w tym, który mnie umacnia”

 

Witajcie kochani

 

Mam 20 lat, jestem studentem. Piszę te słowa, bo pragnę podzielić się z Wami moimi przeżyciami. Zaczynając od początku muszę powiedzieć, że niestety nie miałem szczęśliwego dzieciństwa. Odkąd tylko pamiętam byłem bardzo surowo traktowany przez mojego tatę. Tata stawiał mi bardzo duże wymagania, nie okazując przy tym miłości i ciepła. Widziałem, że zupełnie inaczej traktuje młodszą o rok siostrę. Jej pozwalał praktycznie na wszystko, a mnie nieustannie krytykował, ganił, wyśmiewał się ze mnie za to, co zrobiłem, a nawet za to, co mówiłem. Siostra była ?cacy? a ja ?be?. Często płakałem z tego powodu, było mi bardzo przykro. Nigdy nie czułem, że tata mnie kocha, nie pamiętam, aby kiedykolwiek mnie przytulił, wziął na kolana, przygarnął do siebie. Nie rozmawialiśmy ze sobą szczerze, tak jak powinien rozmawiać ojciec z synem.

Dziś wiem, jak bardzo mi go wtedy brakowało, brakowało mi jego miłości i rozmów z nim. Traktowaliśmy się jak powietrze, mijaliśmy się obojętnie, jakbyśmy się nie zauważali, nie znali.

Owszem, wtedy, gdy czegoś potrzebowałem, to tata mi to załatwiał. Czasami coś kupił, ale to było tylko zaspokajanie moich potrzeb materialnych. Ja potrzebowałem miłości a nie tylko pieniędzy, słodyczy itd.

Innym problemem było moje złe samopoczucie wśród rówieśników. Byłem przez nich źle traktowany, czułem się jak ktoś gorszy, jak taka marionetka, z którą było można zrobić, co się chce. Czułem się źle, bo z niskim nie mogłem porozmawiać, nie miałem przyjaciół. Nie czułem się akceptowany przez rówieśników. Wyśmiewali się ze mnie, że jestem zły w sporcie, że nie umiem grać, że mam bardzo słabą kondycję fizyczną.

Mama natomiast, widząc cała tą sytuację, chciała mi pomóc, chciała jak najlepiej zastąpić tatę. Wielokrotnie tłumaczyła mi, że tata mnie kocha, tylko nie potrafi mi tego okazać. Mama zaczęła mnie stopniowo przyuczać do życia. To ona, a nie tata, uczyła mnie praktycznie wszystkiego. Nauczyła mnie sprzątania, odkurzania, mycia naczyń a nawet okien. Są to bardzo potrzebne i pożyteczne zajęcia, ale jednak typowo ?babskie?. Nie mogła mnie, bowiem jako kobieta nauczyć męskich zajęć. Ja bardzo chciałem być mężczyzną, który umie coś naprawić, wbić młotkiem gwoździa itd. Nie miał mnie, kto tego wszystkiego nauczyć.

Teraz już wiem, że za bardzo się związałem z mamą, utożsamiłem się z nią. Mama stała się dla mnie całym światem. Odczuwałem lęk wobec dziewczyn. Na początku nie wiedziałem skąd on się we mnie bierze. Bałem się z dziewczynami gadać, nie umiałem ich podrywać. Dziś zrozumiałem, że podświadomie bałem się, iż wchodząc w związek z inną kobietą, zdradzę emocjonalnie moja mamę. To mama stała się kobietą mojego życia.

Wiem doskonale, że to właśnie opisane pokrótce relacje rodzinne stały się przyczyną moich zranień i problemów. Także tych problemów z odczuciami homoseksualnymi, które się u mnie pojawiły. Jednak daleki jestem od tego, aby moich rodziców o cokolwiek obwiniać. Wybaczyłem im wszystko. Rozumiem, że oni sami nie wiedzieli, że postępując w ten sposób, robili mi krzywdę. Postępowali tak nieświadomie, nie mieli przecież złych zamiarów.

W szkole podstawowej pojawił się problem masturbacji. Odkryłem ją bardzo wcześnie, bo już w 2 lub 3 klasie. Nie wiedziałem, że to coś złego, a na dodatek, że to grzech. Masturbowałem się z różną częstotliwością, raz częściej, raz rzadziej, ale bywały też okresy, że robiłem to co dzień. Jakieś 3 lata temu na oazie trafiło w moje ręce czasopismo ?Miłujcie się?. Na początku go nie czytałem, olewałem. Gdzieś 2 lata temu znów dostałem ten dwumiesięcznik, w którym dużo czytałem na temat czystości. Podczas czytania jednego ze świadectw uświadomiłem sobie, że onanizm jest czymś złym, że jest grzechem ciężkim. Na początku bałem się go wyznać księdzu podczas spowiedzi. Ale nadal czytałem świadectwa na ten temat i w końcu przełamałem się i poszedłem pojednać się z Bogiem w sakramencie pokuty. W końcu mogłem przyjąć Komunię Św. z czystym sercem. Owszem zdarzały się nadal upadki, z których się od razu podnosiłem. Wreszcie jakiś rok temu przestałem się definitywnie masturbować i od tamtej chwili żyje w czystości. Także ten problem już przestał być dla mnie problemem. Udało się, to był chyba mój pierwszy sukces w życiu. Mam silną wolę i Bóg wykorzystał to dając mi swoją łaskę do pokonania problemu masturbacji.

Na pierwszym roku studiów zacząłem szukać w Internecie gołych chłopaków. Interesowały mnie zwłaszcza ich penisy, przyglądałem się im godzinami. Źródłem tych poszukiwań był jakiś głęboki brak przekonania, co do prawidłowej budowy moich narządów płciowych. Oglądając innych chłopaków, chciałem się upewnić, czy u mnie jest wszystko w porządku. Kiedy upragniona pewność nie przychodziła, szukałem dalej. Tak coraz bardziej napełniałem się treściami pornografii gejowskiej.

Któregoś dnia, podczas czytania jednego z artykułów na temat onanizmu w ?Miłujcie się?, uświadomiłem sobie, że coś jest ze mną nie tak, gdyż było tam napisane, że chłopcy podczas masturbacji myślą o dziewczynach. Ja natomiast wyobrażałem sobie chłopców. Wtedy właśnie powiedziałem sobie – jestem gejem. Nie wiedziałem, co mam robić, czy to w ogóle można zmienić. W mediach słyszałem wypowiedzi psychologów, którzy tłumaczyli, że trzeba się zaakceptować i tego już nic nie zmieni. Dopiero jak byłem z rodzinką u babci na święta Wielkanocne znowu wpadła mi w ręce gazetka ?Miłujcie się? i tam znalazłem świadectwo chłopaka, który pisał, że on poradził sobie ze skłonnościami homoseksualnymi. Pojawiła się we mnie nadzieja. Od razu po powrocie napisałem na znaleziony w tym świadectwie adres POMOCY2002. Wiedziałem tylko tyle, że temu chłopakowi ze świadectwa, tam pomogli. Bardzo szybko otrzymałem odpowiedź od człowieka, który podpisał się imieniem Paweł. W tym pierwszym liście otrzymałem wiele konkretnych wskazówek a nawet namiary na świetnego spowiednika.

Nigdy nie przypuszczałem, że możemy się z Pawłem kiedykolwiek spotkać. Kiedyś jednak Paweł napisał, że będzie przejazdem w moim mieście i jeśli ja tego chcę, to możemy się na chwilę spotkać. Bałem się tego spotkania, ale zdecydowałem się na nie. Wtedy poznałem Pawła i innych kochanych braci z POMOCY 2002 na żywo. Wcześniej, bowiem kontaktowaliśmy się tylko przez telefony, gg i emaile. Jak już powiedziałem, bałem się tego spotkania, byłem bardzo spięty, ale było fajnie. Na koniec żałowałem, że trwało tak krótko. Za jakiś czas Paweł zaproponował mi, abym do niego przyjechał. Na początku odmawiałem, ale w końcu pojechałem, choć też się bałem. Przełamałem się jednak, bo chciałem sobie pomóc. Podczas tego pobytu szczerze pogadaliśmy. Była to rozmowa ojca z synem. Nastąpiło we mnie wtedy odblokowanie, otwarcie się na ludzi.

Wcześniej byłem zamknięty w sobie, wyizolowany. A teraz mam bardzo dobry apetyt i skończyły się problemy żołądkowe. Paweł uświadomił mi, że jestem prawdziwym, wartościowym facetem. Jak pamiętam, zawsze miałem problem z akceptacją siebie. A teraz, co raz bardziej akceptuje siebie i swoje ciało. Bardzo mi pomogły w tym spotkania, rozmowy z braćmi, a szczególnie rekolekcje, na które też bałem się jechać, ale, o dziwo, od razu poczułem się tam akceptowany i lubiany oraz rozumiany. Tam poznałem głębiej swój problem, swoje zranienia z dzieciństwa, które były przyczynami mych problemów. Poznałem bliżej siebie oraz swoje talenty, których wcześniej nie potrafiłem w sobie znaleźć. Wcześniej widziałem w sobie samo zło, myślałem, że do niczego się nie nadaje. Otrzymałem dużo miłości, cennych wskazówek. Żal było odjeżdżać. Już się nie mogę doczekać kolejnego takiego spotkania z kochanymi braćmi. Bardzo dużo dla mnie zrobili i nadal robią.

Podchodzę do sprawy bardzo poważnie i dlatego w tak krótkim czasie zauważyłem w sobie duże zmiany, nie poznaję siebie. Potrafię rozmawiać na każdy temat, nie wstydzę się otwarcie mówić tego, co czuje, a wcześniej nie było to możliwe. Dla mnie rekolekcje są po to, aby poznać bliżej Boga, siebie, oraz po to, by się zmienić. Otóż dla mnie rekolekcje nadal trwają, jeszcze się nie skończyły, gdyż nadal muszę pracować nad sobą. Wychodzę pomału na prostą, bo wiem, że są przy mnie i będą Bóg i bracia. Nie wiem, co by to było ze mną bez nich. Teraz już jestem szczęśliwym człowiekiem. Wiem, że jeszcze muszę pracować nad sobą cały czas. Ale jest mi już znacznie łatwiej, bo nie jestem sam.

Już wiem, że nie popełnię tego błędu, co moi rodzice. Będę potrafił pokochać swego syna, przytulić go. Teraz powoli staję się prawdziwym mężczyzną, już niektórzy to u mnie zauważyli. Na dodatek w obecnej chwili nie wstydzę się modlić koronką czy różańcem wśród ludzi, w tłumie podczas podróży. Wcześniej wolałem się pomodlić w myślach, aby tego nikt nie zauważył. Także widzę poważne zmiany w moim życiu, które zaszły w tak krótkim czasie. I za to chwała Panu.

Zapamiętajcie sobie słowa ?Wszystko mogę w tym, który mnie umacnia?. Bardzo często sobie je powtarzam, bo wiem, że Bóg chce jak najlepiej dla nas i nam pomaga, zwłaszcza w chwilach trudnych. Te słowa usłyszałem podczas wakacji na rekolekcjach oazowych 2 stopnia, gdyż ich tematem był Exodus (wyjście) – poznanie swych zniewoleń i nazwanie ich po imieniu oraz walka z nimi. Dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych, tylko trzeba Go wytrwale oraz cierpliwie prosić i modlić się każdego dnia, tak, jak to było u mnie. Postanowiłem sobie, że muszę się wziąć w garść i zacząć działać i udało się. Już nawet zaprenumerowałem sobie ?Miłujcie się?, bo wiem, że warto czytać takie czasopisma, wielu osobom już pomogło. Bardzo dużo pomogła mi też modlitwa, szczególnie codzienna koronka do Miłosierdzia Bożego i różaniec w intencji wyzdrowienia. Bóg mnie wysłuchał i zesłał mi Szymona Cyrenejczyka w postaci Pawła i reszty kochanych braci. I za to chwała Panu.

Nie bójcie się tego problemu, można z tego wyjść. Myślę, że moje świadectwo jest tego najlepszym przykładem. Nie wiem jak mam dziękować Bogu i kochanym braciom za to, co dla mnie zrobili. Jeśli Was dotyczy ten problem piszcie na Adres POMOCY 2002. Są tam świetni ludzie, sam się o tym przekonałem na własnej skórze. Przełamcie się, bo warto. Nic nie tracicie, ale dużo zyskujecie, naprawdę. Po co siedzieć cicho we własnym zamkniętym świecie? Po co, jeśli można być szczęśliwym tak jak ja i inni bracia, którym Bóg i Paweł wraz z innymi pomogli? Otwórzcie się na miłość Boga, na jego działanie. Pamiętajcie, że Bóg działa przez ludzi.

?Zaufaj Panu już dziś? – jest to moja ulubiona piosenka religijna. Jej słowa są głębokie, przysłuchajcie się im, warto. Pozdrawiam trzymajcie się dzielnie. Bardzo Was Kocham i modlę się za Was każdego dnia.

 

Michał