Czy było warto? TAK, mogę powiedzieć, że zmieniłem się na lepszego człowieka, moje życie ma sens, Każdy dzień przynosi wiele radości, mam satysfakcje z tego, że jestem na tym miejscu gdzie jestem teraz. — Bernard

Świadectwo Ryszarda

Wychowałem się w rodzinie gdzie nie było miłości. Zwłaszcza brakowało mi miłości mojego ojca. On ciągle był zajęty pracą, zestresowany, napięty – nie miał dla mnie czasu. Do mojego 6 roku życia było wszystko dobrze. Pamiętam wyjazdy z tatą na ryby, pamiętam wspólne zabawy itp. Potem jednak rodzice przejęli gospodarstwo rolne, przenieśli się na wieś i zaczęła się harówka od rana do wieczora. Czas dla mnie się skończył. Często i gęsto brakowało nam nawet suchego chleba. Rodzice często się kłócili a nawet bili. Mnie brakowało bardzo tej sytuacji z pierwszych 6 lat. Płakałem po kątach. Od 11 roku życia byłem pędzony do roboty. Bardzo się starałem temu sprostać, ale przecież byłem chłopcem. Obróbka pola na traktorze, obrządek itp. to było ponad moje siły. Nie miałem sił i nie umiałem tego robić. Dlatego byłem ciągle krytykowany, za wszystko. Wrzaski były na porządku dziennym.

Często słysząc to sąsiedzi interweniowali, bo nie mogli znieść bluźnierstw taty. Za wszystko byłem bardzo okrutnie bity. Najgorsze było czekanie. Ojciec mówił: ?idź do domu, przygotuj kabel i czekaj na mnie?. Przychodził czasem po godzinie, aby mnie zbić. Miałem oceny niedostateczne z Wychowanie Fizycznego, bo prawie nigdy nie nosiłem stroju. Specjalnie, bo jak się rozebrać kiedy człowiek ma pręgi na całym ciele. To było straszne. Pewnej nocy, kiedy byłem sam w pokoju, uklęknąłem i zacząłem się modlić. Moja modlitwa przerodziła się w jeden wielki płacz. Ja po prosty wyłem i nie mogłem się opanować. Długo to trwało. W czasie tej modlitwy otworzyłem Pismo Święte. Nigdy tego dotąd nie robiłem, ale wtedy coś mnie do tego popchnęło. Dziś wiem, że to był Jezus. Otworzyło mi się na fragmencie z Księgi Proroka Izajasza: „bo góry mogą ustąpić, pagórki się zachwiać, ale miłość moja do ciebie nigdy się nie skończy”. Te słowa przeszyły mnie na wylot. Jeszcze bardziej się rozpłakałem. Usnąłem gdzieś nad ranem. Obudził mnie wrzask ojca, bo zaspałem i nie wstałem do pracy. Ale byłem jakiś odmieniony, jakiś pogodny. Ja czułem, że jest Ktoś, kto mnie kocha. Od tamtej pory zacząłem się naprawdę modlić. Zacząłem chodzić na Mszę Świętą. Do tej pory buntowałem się przeciwko tym praktykom. Rodzice mnie do tego zmuszali, ale sami nie praktykowali. Od tamtej pory ja chciałem się modlić. Zapragnąłem pójść do spowiedzi. Wtedy miałem przerwę dwa lata. Trudno mi było. Zwlekałem. Czemu tak trudno? Wstyd przed księdzem. Głównie bałem się wyznać spraw seksualnych. Chodziło o zabawy w lekarza, dotykanie swojego ciała. Robiłem to z kuzynem , z kuzynką czy nawet z własną siostrą. . Teraz wiem, ze przez to przechodzi wiele dzieci, że to zwykła ciekawość seksualna, ale wtedy uważałem się za zboczeńca. Chodziło też o samogwałt, który odkryłem w wieku 12 lat, przypadkowo, bawiąc się pod kołdrą. Okropnie się bałem. Bałem się tez wyznać tego, czego się najbardziej wstydziłem. Otóż jako młody 15 letni chłopak trzykrotnie zostałem wykorzystany seksualnie przez dorosłych chłopaków. Zaprosili mnie do siebie a ja poszedłem. Poszedłem, bo byli dla mnie dobrzy, życzliwi, uśmiechali się, a ja tak bardzo tego potrzebowałem. To nie było nic wielkiego, zaledwie wspólny samogwałt, ale jednak. Jak o tym powiedzieć? W końcu zdobyłem się na odwagę, bardzo pragnąłem przyjąć Jezusa w Komunii Świętej. Pojechałem do miasta odległego od mojego miejsca zamieszkania jakieś 30 km. Tam był stały dyżur spowiedniczy. Poszedłem do spowiedzi. Z lękiem wyznałem wszystko, wyrzuciłem to z siebie. Spotkałem naprawdę wspaniałego księdza, wytłumaczył mi wszystko, uspokoił, na koniec wyszedł z konfesjonału i mnie przytulił. To było niesamowite. Wróciłem do domu na skrzydłach. Zdarzały się jeszcze upadki w samogwałt ale coraz rzadsze. Od razu po upadku jechałem się wyspowiadać. W końcu całkowicie wyzwoliłem się z samogwałtu. Byłem szczęśliwy, dużo się modliłem, czytałem Pismo Święte. Jezus mnie prowadził, czułem jego miłość. Czułem też miłość ludzi. W szkole miałem fajnych kumpli, rozumieliśmy się, wspieraliśmy wzajemnie. Potem poszedłem na studia. Tam również było wspaniale. Szybko nawiązałem nowe budujące przyjaźnie. . Byłem otoczony miłością Pana Boga i ludzi. Nie miałem większych problemów z seksualnością. W czasie studiów przeszedłem terapię dla dzieci z rodzin dysfunkcyjnych. Byłem w grupie wsparcia a wiec otaczało mnie dużo przyjaciół. Tak doszedłem do końca studiów, obrony Pracy Magisterskiej, zaczęła się praca. Ta wymarzona, wyśniona, upragniony zawód. Sporo satysfakcji. Ale potem przyszły pierwsze niepowodzenia i porażki. Zostałem bardzo skrzywdzony przez moich przełożonych w pierwszym miejscu pracy. Posądzono mnie o rzeczy, których nigdy nie zrobiłem. Na podstawie tych niesprawiedliwych osądów musiałem zmienić pracę. Doszły do tego inne niepowodzenia, zderzenie twardego życia z moim studenckim idealizmem. Zacząłem się zamykać w sobie, izolować od ludzi. Nie miałem przyjaciół, zostałem zupełnie sam. Moi przyjaciele ze studiów rozjechali się po Polsce. Zacząłem się łamać, pojawiło się ograniczanie modlitwy, pojawiły się poważne zaniedbania. Na efekt nie trzeba było długo czekać: powróciły pragnienia homoseksualne, powróciła masturbacja. Wystraszyłem się tego. Poczucie winy i wstyd napędzały ten mechanizm. Doszło do tego, ze onanizowałem się już codziennie a nawet kilka razy dziennie. Miałem łzy w oczach i robiłem to, bo nie potrafiłem przestać. Moi znajomi zaczęli się ze mnie śmiać, bo strasznie przytyłem, ważyłem już 120 kg przy 175 cm wzrostu. To był wynik zajadania stresów. W pracy było bardzo ciężko i nie było z kim pogadać po pracy, każdy zamknięty w swoich sprawach. Moja seksualność została rozbudzona i nie radziłem sobie z nią. Narastała frustracja. Zacząłem szukać okazji, aby umówić się z jakimś chłopakiem. Tylko wrodzona nieśmiałość powstrzymywała mnie od tego. Pewnego dnia wpadło mi w ręce czasopismo ?Miłujcie się?. W jednym z artykułów znalazłem adres internetowej grupy wsparcia dla osób uzależnionych od seksu. Napisałem do nich pierwszy list z prośbą o przyjęcie. Zostałem przyjęty, mogłem pisać na grupę, czytać listy z grupy. Ci ludzie byli mi bardzo bliscy, ale …. No właśnie jednocześnie jacyś inni. Ja miałem inne problemy. Oni pisali o zmaganiu się o czystość w kontaktach z dziewczyną, z żoną, ewentualnie o przezwyciężaniu nałogu masturbacji, a moim problemem był homoseksualizm. Coraz bardziej obco czułem się na tamtej grupie. Tego czego mi najbardziej brakowało, to odpowiedzi na moje listy. Często trafiały one na grupę bez echa, było to takie anonimowe. W tym stanie ponownie czytając ?Miłujcie się? znalazłem świadectwo Piotra i adres Pomocy 2002. Pisano, ze jest to grupa dla osób pragnących wychodzić z homoseksualizmu. Od razu napisałem pierwszy list. Tego samego dnia otrzymałem odpowiedź. Pełną życzliwości, zrozumienia, ciepła a przy tym konkretną. Zawierającą słowa otuchy ale i konkretne wskazówki. Pojawił się coraz większy pokój w moim sercu. Zacząłem rozmawiać z Pawłem a dzięki jego pomocy również z innymi chłopakami z grupy. Kiedy ich poznałem znowu poczułem się kochany. Ja wróciłem do regularnej modlitwy, zacząłem inaczej przeżywać Msze świętą. Udało się zerwać z placem zabaw, tzn. z zachowaniami, które do tej pory napędzały moją seksualność, przestałem się masturbować. Ja chłopak, który nie mógł dnia wytrzymać bez masturbacji jestem już ponad miesiąc czysty. Ja znowu czuje się kochany, kochany tak bardzo jak na początku mojego nawrócenia, ja znowu uwierzyłem w ludzi. Wiem, że ten mój sukces to nie moja zasługa. To Bóg, który na początku mojego nawrócenia zapewnił mnie o swojej miłości do mnie cały czas czuwał. Ja się gubiłem, pogrążałem, płakałem z rozpaczy i bezsilności ale Bóg czuwał. W najodpowiedniejszym momencie wyciągnął do mnie rękę. Jakże jestem Mu za to wdzięczny. Do końca życia pragnę Go wysławiać za Jego dobroć i miłość.

To wszystko czym chciałem się dzisiaj podzielić. Wiem, że może jest to nieco chaotyczne ale temu mojemu pisaniu towarzyszą spore emocje. Na koniec powiem jeszcze, że widzę jasno, iż tak naprawdę ja nigdy nie szukałem faceta dla seksu. ja szukałem męskiego dotyku, przytulenia, ciepła, tego czego mi nie dal nigdy ojciec. Nawet wtedy, gdy mnie zwabili tamci chłopcy ja stałem jak słup soli, bez żadnej inicjatywy. Ja chciałem tylko, żeby oni mnie głaskali, dotykali, to było przyjemne. Tego pragnął mały poraniony chłopiec. Dziś to rozumiem i jest mi z tym znacznie lżej. Powoli, ale konsekwentnie przezwyciężam swoje problemy. Dziś mogę powiedzieć, że jestem naprawdę szczęśliwym człowiekiem. I jeszcze jedno ? pojawiło się pozytywne myślenie o sobie. Jeszcze niedawno nie umiałem myśleć o sobie inaczej jak tylko o wstrętnym, zboczonym typie. Teraz pojawił się szacunek dla siebie samego. Wiem, że jestem człowiekiem godnym szacunku, kochanym przez Boga i ludzi, jestem mężczyzną o skłonnościach homoseksualnych, który powoli wychodzi z tego a nie kimś wstrętnym. Bogu niech będą dzięki za to.

 

Ryszard