UWAGA !
Uprzejmie informujemy, że uchwałą z dnia 29.12.2022 roku, Stowarzyszenie Pomoc 2002 zostaje rozwiązane.
Roszczenia wobec likwidującego się Stowarzyszenia można zgłaszać do dnia 15 lutego 2023 roku pod numerem telefonu 600012833.

Czytelnia

?Dzieci spod znaku tęczy?

?Dzieci spod znaku tęczy?

 

Czy dziecko potrzebuje ojca i matki, czy miłości niezależnie od tego, kto ją daje?

 

To pytanie dotyczy tysięcy dzieci adoptowanych przez pary homoseksualne i rodzących się w jednopłciowych rodzinach.

 

 

W Szwecji od 1 lipca pary lesbijek mogą poddać się refundowanemu z państwowych pieniędzy zapłodnieniu in vitro. Co więcej, obie panie zostaną zarejestrowane jako matki dziecka. ? To oznacza, że prawo zacznie pary lesbijskie traktować dokładnie tak samo jak pary heteroseksualne ? cieszy się Soren Andersson, przewodniczący Szwedzkiej Federacji na rzecz Praw Gejów, Lesbijek i Transseksualistów.

Ustawa, którą tak zachwala, ma jego zdaniem tylko jedną wadę: rząd domaga się, by kobiety decydujące się na zapłodnienie zapewniły dzieciom kontakt z mężczyzną, aby pokazać im, na czym polega męskość. ? To jakiś przesąd. Mężczyźni i kobiety nie różnią się na tyle, by obie strony były absolutnie konieczne w procesie wychowawczym ? uważa Andersson. Rząd pośrednio przyznał mu rację, bo przyjął ustawę zobowiązującą gminy do takiego zorganizowania programu wychowania przedszkolnego, by chłopcy byli zachęcani do zabawy lalkami, a dziewczynki ? samochodzikami.
Choć Polakom przyznanie lesbijkom prawa do bezpłatnego zapłodnienia in vitro może wydać się szokujące, w Szwecji nikogo nie zaskakuje. Parom homoseksualnym od 1994 roku wolno tam adoptować dzieci i wspólnie je wychowywać. Takich dzieci z rodzin jednopłciowych jest ponad 40 tys. W innych krajach jeszcze więcej. W Stanach Zjednoczonych co najmniej jednego rodzica homoseksualistę ma od jednego do dziewięciu milionów dzieci, co oznacza, że większość z nich przynajmniej przez jakiś czas w roku żyje w rodzinie jednopłciowej. A wszystko w imię prawa osób homoseksualnych do posiadania potomstwa i tworzenia rodzin. Pytanie tylko, czy stosowanie owego prawa nie jest szkodliwe dla samych dzieci.

? Mam problem, moja mama jest lesbijką ? tak rozmowę z badaczami z Instytutu Badań nad Rodziną rozpoczęła 15-letnia dziewczyna z Florydy. ? Kocham ją, jest wspaniała, ale czasem sobie z tym nie radzę ? dodała. Siedmiolatka adoptowana przez parę lesbijek wyznaje: ? Czuję się inna, bo mam dwie mamy. Nie mówię o tym kolegom i koleżankom ze szkoły. Oni nie rozumieją, śmieją się. O takiej reakcji rówieśników opowiadały również dzieci, z którymi rozmawiali naukowcy z Australijskiego Instytutu Studiów nad Rodziną. Sześciolatkom najwięcej problemów nastręczało wyjaśnienie, dlaczego mają dwie mamy. ? Jak w takim razie się urodziłeś? ? dopytywali koledzy. Młodzież zwykle niczego już nie tłumaczy, po prostu nie mówi o swojej rodzinie lub ukrywa rzeczywiste związki, jakie panują w domu.

Zwolennicy przyznania parom homoseksualnym prawa do wychowywania dzieci wszystko to zbywają wzruszeniem ramion. Vivien Ray, autorka australijskiego raportu, stwierdza, że problemy biorą się z homofobii większości społeczeństwa. Jeszcze mocniej formułują tę myśl autorzy raportu Amerykańskiego Towarzystwa Pediatrycznego. Ich zdaniem jedyną trudnością, z jaką stykają się dzieci z rodzin homoseksualnych, jest ?heteroseksizm i stygmatyzacja dokonywana na nich przez społeczeństwo?.

Aby tego dowieść, cytują obficie rozmaite badania. Wynika z nich, że dzieci wychowywane w związkach lesbijskich nie tylko nie mają kłopotów z identyfikacją seksualną, odkrywaniem ról społecznych czy samoakceptacją, ale są też bardziej tolerancyjne i mniej agresywne niż te wychowywane przez typowe pary. Po przeczytaniu takich badań nie pozostaje nic innego, jak przyznać rację radykalnym feministkom i działaczkom lesbijskim, które heteroseksualną rodzinę uważają za główne źródło problemów, i jak najszybciej oddać wszystkie pociechy na wychowanie lesbijkom. Ewentualnie gejom, bo ich dzieci są grzeczniejsze, a oni sami ? według raportu ? znacznie lepiej nadają się do roli ojców niż heteroseksualiści.

W raporcie Amerykańskiego Towarzystwa Pediatrycznego zignorowano jednak dane przeczące tezie, że dziecku nie robi różnicy, w jakiej rodzinie się wychowuje. ? Ów raport to ideologia, a nie naukowe fakty. Autorzy kierowali się interesami lobby gejowskiego, a nie dobrem dzieci ? denerwuje się Ana Martin Ancel z Ośrodka Pediatrii i Neonatologii z Fundacion Hospital Alcoron w Madrycie. Lekarka wskazuje zafałszowania, jakie wkradły się do dokumentu. ? Część dzieci wychowywała się w zwyczajnych związkach, a dopiero potem dowiedziała się, że ich mamy są lesbijkami. Inne miały samotne matki deklarujące, że są homoseksualne, jeszcze inne żyły w rodzinach jednopłciowych. To zupełnie różne grupy dzieci i całkiem różne sytuacje ? tłumaczy Ancel.

Na dowód cytuje badania, z których wynika, że rozwój dzieci par homoseksualnych przebiega inaczej niż tych wychowanych w małżeństwach czy przez samotne matki. Według amerykańskich psycholożek Susan Golombok i Fiony Taster aż 24 proc. osób wychowanych przez pary lesbijskie rozpoczyna życie seksualne od relacji homoseksualnych, podczas gdy w przypadku tych z normalnych rodzin jest to niewiele powyżej pół procent. Jednopłciowe rodziny wydają też dwa razy więcej zdeklarowanych homoseksualistów.

Inne ? hiszpańskie ? badania podważają wyrażone w raporcie przekonanie, że dzieci gejów czy lesbijek są łagodniejsze i mniej agresywne. ? Te, które wychowują się z obydwoma rodzicami, bardziej kontrolują emocje, bo na co dzień dostrzegają konsekwencję w stosowaniu określonych norm. Ma to dobroczynny wpływ na ich przystosowanie społeczne ? uważa Vicenta María Mestre, dziekan Wydziału Psychologii Uniwersytetu Valencia. Przypomina również, że osobowość nastolatka kształtuje się w ścisłym związku z rodzinnym otoczeniem. Jakiekolwiek jego zachwianie, na przykład nieobecność matki lub ojca (jako żeńskiego i męskiego wzorca), rodzi problemy psychiczne. Zdaniem Mestre dotyczy to nie tylko rodzin jednopłciowych, lecz także ? w niemal takim samym stopniu ? rodzin rozbitych.

Badania te pokazują, że tradycyjna metoda wychowania sprawdza się lepiej niż nowinki z Hiszpanii czy Szwecji. Jest bezpieczniejsza dla dzieci i dla społeczeństwa. Gdyby było inaczej, dawno już pojawiłyby się wspólnoty, w których pary jednopłciowe wychowywałyby tolerancyjne i pozbawione agresji potomstwo.